Homilia podczas Mszy Krzyżma
(Tarnów, Katedra – Wielki Czwartek 2012 r.)

Witam i pozdrawiam Was wszystkich – Kochani bracia w biskupstwie i kapłaństwie, ze szczególnie zwróconym wzrokiem ku tegorocznym jubilatom obchodzącym złoty i srebrny jubileusz kapłaństwa, do którego zaszczytnego grona mam i ja radość należeć!

Trudno by było inaczej – kierując się hasłem pracy duszpasterskiej, poświęćmy chwilę uwagi na refleksję o Kościele – naszym domu i o naszym miejscu w tym domu. Do takiej refleksji zachęca nas także kontekst społeczno-polityczny, w którym żyjemy.

Na samym początku powiedzmy sobie otwarcie, że nie stoimy wobec nowej sytuacji, dotychczas nieznanej Kościołowi. Posłuchajcie wypowiedzi Pawła VI z 1968 r., a przekonacie się, że nihil novi sub sole. Ze względu na wyjątkową analogię z czasami obecnymi pozwolę sobie przytoczyć dłuższy fragment. Zaznaczam, że jest to wypowiedź nie papieża Benedykta, tylko Pawła VI, i nie z obecnego roku, ale z 1968!

„Ruch krytyczny stał się modny w niektórych dziedzinach życia katolickiego. Istnieją np. czasopisma i dzienniki, które wydają się nie mieć innego zadania do spełnienia, jak tylko rozpowszechnianie niekorzystnych wiadomości o zdarzeniach i osobach ze środowiska kapłańskiego. Nie należy do rzadkości, że je przedstawiają w sposób jednostronny, uproszczony, a może nawet zniekształcają je i dramatyzują nieco, by je uczynić bardziej interesującymi i szokującymi. Przyzwyczajają w ten sposób swych czytelników nie do obiektywnej i spokojnej oceny, lecz do negatywnej podejrzliwości, do systematycznej nieufności i z góry powziętego niedoceniania osób, instytucji i działalności Kościoła. Przynoszą więc swym czytelnikom i swym zwolennikom wyzwolenie od poszanowania i solidarności, jakie każdy dobry katolik, a nawet uczciwy czytelnik powinien żywić względem wspólnoty i autorytetu kościelnego.

To nie troska o ścisłą i dokładną informację, to nie pragnienie udzielenia braterskiego upomnienia tam, gdzie na nie zasłużono, lecz zamiłowanie do sensacji, do donosicielstwa lub kontestacji kierują niektórymi z tych publicystów rozsiewających niepokój i krnąbrność w umysłach tylu dobrych katolików, a wśród nich niektórych kapłanów i licznych, pełnych żarliwości młodych ludzi.

W ten sposób rodzi się dziwny sposób myślenia, który pewien protestancki profesor uniwersytetu, w czasie prywatnej rozmowy, określił jako lęk, osobliwy lęk niektórych katolików przed zapóźnieniem w stosunku do pewnych idei, lęk, który doprowadza ich do dobrowolnego solidaryzowania się z duchem świata, do przyjmowania pojęć najnowszych i najbardziej przeciwstawnych tradycji katolickiej, do postawy, która – jego zdaniem – nie jest zgodna z duchem Ewangelii. Gdzież jest miłość Kościoła?

Miłość Kościoła! Chcemy jeszcze wierzyć, że nie zamarła ona u osób, które mienią się katolikami i które odwołują się do Chrystusa. Jeśli naprawdę chcą przeżywać jego Ewangelię – to spotkanie w miłości, a więc w Kościele, który ożywiony Duchem Świętym rodzi się właśnie w jedności, w komunii tych wszystkich, którzy żyją miłością, to powinni zawsze ujawniać tę zgodność i jedność spontanicznie dzięki wewnętrznemu impulsowi. Jest to radosne ujawnienie miłości, której nam często brak.

Pragniemy tym bardziej tego umiłowania Kościoła, im większy jest Nasz żal stwierdzający, że wielu z tych zalęknionych katolików wystartowało z wielkiego powołania apostolskiego tj. dla służby i rozszerzenia Kościoła. Niestety wskutek tego zgorzkniałego ducha negatywnej i stałej krytyki, o którym mówiliśmy, ich miłość apostolska zubożała, a czasem wygasła do tego stopnia, że w pewnych wypadkach stali się oni kłopotliwymi i szkodliwymi dla Kościoła Bożego. Na usta nasze wybiegają słowa Jezusowe: «I będą nieprzyjaciółmi człowieka jego właśni domownicy».

Lecz w chwili obecnej przemawiamy do was, synowie wierni, i chętnie widzimy w was tych, którzy pokornie i szczerze kochają Kościół i odpowiadają w swych sercach i czynach na Nasze wezwanie. Kochajcie Kościół! Nadeszła godzina, by kochać Kościół sercem mocnym i odnowionym.

Trudność, którą należy przezwyciężyć, polega na duchowej krótkowzroczności, zatrzymującej swoje spojrzenie na aspekcie ludzkim, historycznym, widzialnym Kościoła, a nie dostrzegającej tajemnej obecności Chrystusa, tej tajemnicy, której on się domaga, a zarazem ukrywa ją przed świeckim wejrzeniem, nieoświeconym przez wiarę i przez głębokie rozumienie mistycznej rzeczywistości. Dla tego spojrzenia zewnętrznego ukazuje się Kościół jako złożony z ludzi niedoskonałych i z instytucji doczesnych i ograniczonych, podczas gdy chciałoby się go widzieć natychmiast całkowicie uduchowionym, doskonałym, a nawet wyidealizowanym, często według wizji powziętej o nim arbitralnie. Konkretne i ziemskie oblicze Kościoła jest przeszkodą dla miłości łatwej i powierzchownej. Materialna rzeczywistość Kościoła, ta, która podpada pod powszechne doświadczenie każdego człowieka, wydaje się zadawać kłam pięknu i świętości, jaką posiada on w Boskim charyzmacie.

Lecz tu właśnie ujawnia się miłość. Jeśli obowiązkiem naszym jest kochać bliźniego, obojętnie pod jaką postacią się on nam przedstawia, a ta miłość powinna być tym większa, im bardziej wydaje się on zraniony i cierpiący, to musimy pamiętać, że Kościół – i on także – jest naszym bliźnim, a nawet jest on naszym wielkim bliźnim, gdyż składa się on z tych «braci w wierze», którym winni jesteśmy przede wszystkim naszą skuteczną miłość. Wady i ułomności Kościoła powinny czynić mocniejszą i skwapliwszą miłość w sercu tego, kto chce być żywym, zdrowym i cierpliwym członkiem Kościoła. Tak postępują prawdziwi synowie, tak postępują Święci” (Paweł VI, Rozważanie w czasie Audiencji Generalnej, 18 IX 1968).

W zasadzie można by w tym miejscu zakończyć refleksję wielkoczwartkową. Można by, oczywiście, ale nie miałbym czystego sumienia, gdybym Wam, czcigodni Księża, nie podziękował jeszcze za Waszą synowską miłość okazywaną Kościołowi. A ponieważ miłość jest, podobnie jak i wiara, skarbem noszonym w naczyniach glinianych, dlatego proszę Was, abyście nadal o ten skarb się troszczyli i dbali, by nie uległ zniszczeniu.

Jak na co dzień kochać Kościół i dbać, by wraz ze wzrostem kapłańskich lat wzrastała również w nas miłość do Kościoła, i ostatecznie do jego Boskiego Założyciela – Jezusa Chrystusa?

Często w kazaniach podczas Mszy z udzieleniem sakramentu małżeństwa przywołuję słowa Apelu jasnogórskiego – „jestem, pamiętam, czuwam”. W tych bowiem prostych i łatwych do zapamiętania słowach zawiera się to, co określamy mianem miłości. Powtarzam je więc i dziś z przekonaniem, że dają gwarancję zachowania i pomnożenia naszej miłości do Kościoła.

„Jestem przy Tobie”, Kościele – jestem fizycznie, do dyspozycji, ale i duchowo: identyfikuję się z Tobą i utożsamiam, Twoje radości i smutki są moimi.

„Pamiętam o Tobie” – pamiętam o tym, czym i kim jesteś, pamiętam również o moich zobowiązaniach i o tym, kim ja jestem; pamiętam również, czym nie jesteś i kim ja nie powinienem być.

„Czuwam” – czyli podejmuję stałą pracę nad sobą, unikam nie tylko zła, ale i wszystkiego, co może pozostawić rysę na Twoim obrazie i obrazie mojego kapłaństwa; czuwam to znaczy ze wszystkich sił chronię się przed zdradą i niewiernością.

Niech te słowa z Apelu jasnogórskiego rozbrzmiewają codziennie w naszych sercach i umysłach i znajdują swój rezonans w czynach rodzących się z miłości. Niech nadają kierunek naszemu życiu w Kościele – naszym domu!

Niech przynoszą jak najpiękniejsze owoce w naszym życiu i w naszej pracy duszpasterskiej. W tym roku obchodzić będziemy 25-lecie pobytu Jana Pawła II w Tarnowie i beatyfikacji Karoliny Kózkówny. Wielu z nas pamięta nieszpory i słowa wypowiedziane przez zwiastuna dobrej nowiny przywołujące postać proboszcza Błogosławionej, ks. Władysława Mendrali. „To zapewne ten kapłan dawał jej Chrystusa w Eucharystii. To zapewne z jego ust słyszała o tej miłości, którą Zbawiciel umiłował «aż do końca» tych, którzy byli na świecie. I jej było dane znaleźć swoją męczeńską «cząstkę» w tej miłości «aż do końca»”. Módlmy się, by z naszej miłości „aż do końca” rodziły się i rozwijały piękne kwiaty świętości na glebie serc naszych wiernych, braci i sióstr.

Naszą teraźniejszość i przyszłość zawierzamy Matce naszego eklezjalnego domu i wszystkich jego mieszkańców:

„Miej w swej opiece nasz Kościół święty
Matko Najświętsza Niepokalana
Niechaj miłością każdy przejęty
Czci w Nim Jezusa, naszego Pana”. Amen.



CZĘŚĆ I: URZĘDOWO-INFORMACYJNA

Akta Stolicy Apostolskiej

Akta Konferencji Episkopatu Polski

Akta Biskupa Tarnowskiego

Homilie

Komunikaty

Dekrety

Z życia diecezji

Opracowania