Ks. dr Stanisław Świątek 
Tarnów – WSD 

Lektura Pisma Świętego i Żywotów świętych  w rodzinie Józefiny i Antoniego Ledóchowskich 

Wstęp 

Sobór Watykański II przypomina, że słowo Boże zawarte w Piśmie Świętym jest dla Kościoła podporą i siłą żywotną, a dla synów Kościoła utwierdzeniem wiary, pokarmem duszy oraz czystym i stałym źródłem życia duchowego. Stąd też wszyscy wierni powinni mieć szeroki dostęp do księgi Pisma Świętego . Zachęca, aby wszyscy duchowni, zwłaszcza kapłani, diakoni i katechiści, którzy zajmują się posługą słowa, dzięki wytrwałej lekturze  i starannemu studium przylgnęli do Pisma Świętego. Usilnie napomina, aby wszyscy wierni, a zwłaszcza członkowie zakonów, przez częste czytanie Pisma Świętego nabywali „wzniosłego poznania Jezusa Chrystusa”

Choć czytanie religijnych książek nie dorównuje lekturze Pisma Świętego, to jednak nie można nie doceniać lektury dobrych książek. Dobra lektura duchowa, w przeciwieństwie do złej, przynosi wiele pożytku, umożliwia człowiekowi wewnętrzny rozwój i postęp na drodze życia duchowego. Przykładem autorów, których dzieła zostały zatwierdzone i polecone przez Kościół do lektury duchowej, są tacy klasycy duchowości, jak: św. Teresa  z Avila, św. Jan od Krzyża, św. Ignacy Loyola, św. Franciszek Salezy. Przez wieki bardzo popularnymi lekturami duchowymi były Żywoty świętych, „złota książeczka” Tomasza á Kempis O naśladowaniu Chrystusa oraz dzieło ascetyczne św. Franciszka Salezego Droga do życia pobożnego, bardziej znane jako Filotea. Wychowały się na nich liczne pokolenia chrześcijan. Lektura Pisma Świętego, Żywotów świętych oraz innych dobrych książek religijnych pomagały im w osiąganiu świętości . Obecnie wybór lektury duchowej jest jeszcze bogatszy niż w przeszłości. Istnieje szereg bardzo dobrych dzieł i publikacji katolickich. Ich uważna lektura może przynieść wiele owoców również współczesnemu czytelnikowi. 

Historia świętych podaje, że wiele osób nawróciło się właśnie pod wpływem religijnej lektury i później wzniosło się na wyżyny świętości.  Do najbardziej znanych postaci, które nawróciły się pod wpływem lektury Pisma Świętego, z pewnością należy św. Augustyn. Słowa powtarzane przez dziecko: „Tolle lege, tolle lege” – „Weź to, czytaj! Weź to, czytaj!”, usłyszane przez niego w mediolańskim ogrodzie sprawiły, że wiedziony jakimś wewnętrznym natchnieniem sięgnął po leżące na stole Listy św. Pawła. Podczas lektury słów z Listu św. Pawła do Rzymian, na które padł jego wzrok po otwarciu książki, łaska Boża dopełniła w nim dzieła nawrócenia, o czym sam szczegółowo napisał w Wyznaniach

Zupełnie z innego powodu po lekturę religijną sięgnął św. Ignacy Loyola, ciężko raniony przez Francuzów w czasie obrony cytadeli w Pampelunie. Ten średniowieczny rycerz, rozmiłowany w czytaniu tak zwanych romansów rycerskich, pełnych różnych zmyślonych historii, dla zabicia czasu poprosił o jakieś książki tego rodzaju. Ponieważ w rodzinnym domu, gdzie przebiegała jego rekonwalescencja, nie było tego typu książek, dano mu do czytania Życie Chrystusa i księgę Żywotów świętych w języku hiszpańskim. Czytając opowieści zawarte w tych książkach, odnalazł sens swojego życia. Postanowił naśladować świętych i swoje życie, podobnie jak oni, poświęcić w służbie Chrystusowi Panu. Z przeczytanych książek sporządzał własne notatki, zapisując je w osobnej księdze

Ci dwaj wielcy konwertyci w swoich autobiografiach pozostawili świadectwo o tym, jak wielką rolę w ich życiu odegrała lektura dobrej książki. Pozostawili również po sobie wiekopomne dzieła ascetyczne, które innym wskazywały i nadal wskazują drogę do Boga. 

Rodziną, która bardzo ceniła sobie lekturę Pisma Świętego i Żywotów świętych, była rodzina Józefiny i Antoniego Ledóchowskich. Rodzice św. Urszuli i bł. Marii Teresy przykładem życia przekazali swoim dzieciom umiłowanie księgi Pisma Świętego oraz zaszczepili w ich sercach zamiłowanie do czytania religijnych książek i naśladowania świętych. Bł. Maria Teresa Ledóchowska wyznała, że to właśnie pod wpływem czytanych przez ojca Żywotów świętych zrodziło się w jej sercu pragnienie zostania świętą

Zaszczepione w dzieciństwie czytanie duchowe zaowocowało w rodzinie Ledóchowskich tym, że poszczególni członkowie tej rodziny przez całe życie sięgali po religijną książkę i odznaczali się wyjątkową miłością do świętych i błogosławionych Kościoła. Kochając i naśladując tak liczne grono świętych i błogosławionych, innym przekazywali miłość do tych bohaterów wiary. Głęboko wierząc w ich wstawiennictwo, zwracali się do nich poprzez modlitwę w różnorakich potrzebach, wypraszając sobie i innym potrzebne łaski. Na miarę swoich możliwości zabiegali również o beatyfikacje i kanonizacje sług Bożych oraz gromadzili pamiątki związane  z ich życiem. Później, wyniesieni przez Kościół do chwały ołtarzy, sami znaleźli się w gronie niebieskich orędowników i przyjaciół Boga. 

Potwierdzają to dziennik matki, zapisy kronikarskie, wspomnienia  i zeznania dzieci, korespondencja rodzinna oraz świadectwa tych osób, które dostrzegły ten właśnie rys w rodzinie Józefiny i Antoniego Ledóchowskich.   

1. Tradycja rodzinna 

W rodzinie Józefiny i Antoniego Ledóchowskich częstą lekturą było Pismo Święte. Zarówno ojciec jak i matka czytali dzieciom słowo Boże zawarte w świętych księgach. W diariuszu matki pod datą 11 grudnia 1864 roku czytamy: „Niedziela… Msza Święta, po której czytałam dzieciom Ewangelię” . W każdą niedzielę i święto znajdowano czas na omówienie Ewangelii usłyszanej w czasie Mszy św. oraz na dyskusję o tematyce religijnej . W lekturę religijnych książek zaangażowane były dzieci. Kiedy  w rodzinie został odkryty pisarski talent Marii Teresy, poproszono ją o odczytywanie przy stole sztuk scenicznych i powieści własnego autorstwa .  W ten sposób rodzice zachęcali dzieci do wspólnej lektury i wytworzyli  w swej rodzinie zwyczaj czytania religijnych książek. Julia odgrywała tu szczególną rolę. Po opuszczeniu domu przez siostrę Marię Teresę, jako najstarsza z rodzeństwa przewodniczyła tej religijnej lekturze. Czytanie to odbywało się w różnych językach: francuskim, angielskim, niemieckim i polskim. W jednym z listów Julia pytała Marię Teresę: „Czy te książki francuskie, któreś mi niedawno odesłała, są dla sióstr do czytania? Chciałybyśmy je w takim razie wieczorami na głos czytać” . W innym zaś liście informowała ją o wieczornej lekturze książek i śpiewie prowadzonym na głosy: „Wieczorami czytamy na głos bardzo zajmującą książkę, potem śpiewamy duety – siostry to bardzo lubią i obie mają ładne głosy”

O zwyczaju wspólnej lektury w rodzinnym gronie informowała również swoją przyjaciółkę: „Wieczorami czytamy wspólnie Listy pielgrzyma  z Rzymu Lafona. Bardzo mi się to podoba” . Sama także czytała wiele religijnych książek. Była to bardzo uważna, wnikliwa i pełna przemyśleń lektura, o czym świadczą jej listy pisane do Ilse von Düring. W jednym z nich napisała: „Teraz otrzymałam na Boże Narodzenie Życie Jana Marii Vianney i czytam je co dzień wieczorem. Bardzo pragnęłam mieć tę książkę i jak dotąd odpowiada moim oczekiwaniom, jakkolwiek niedużo jeszcze przeczytałam. Mam taki zwyczaj, by tego rodzaju książek czytać bardzo mało i powoli. Więcej wówczas zostaje mi w głowie i mam czas na przemyślenie tego, co przeczytałam. Inne książki czytam bardzo prędko – jeżeli znajdę na to czas. Angielskim książkom daję pierwszeństwo przed niemieckimi.  W tym ostatnim języku podoba mi się bardzo Dreizenlinden Webera, którą na pewno znasz. Gdybyś mogła zrozumieć także polskie książki! Właśnie przeczytałam przepiękne, czterotomowe dzieło Sienkiewicza i akurat w języku polskim mam najulubieńsze dzieła, których niestety nie możesz czytać!” . Natomiast w innym liście zwierzała się przyjaciółce z uczuć i postanowień, jakie rodziły się w niej podczas lektury religijnych książek: „Czy znasz życiorys św. Alojzego? Czytam go. Jest prześliczny i ukazuje całe piękno życia w zakonie, a szczególnie w nowicjacie. Pragnę gorąco wszystko uczynić, aby podobać się Oblubieńcowi mej duszy. Świadomość mej słabości i mojej winy tak mnie nieraz przygniata, że płakałabym z żalu”

Można wnioskować, że to właśnie z domu rodzinnego wyniosła Julia zamiłowanie do czytania Pisma Świętego i dzieł ascetycznych. Z jej listów do przyjaciółki Ilse von Düring wynika, że często wieczorem, po całodziennej pracy, zagłębiała się w lekturze Nowego Testamentu i życiorysach świętych. Często sięgała także po dziełko ascetyczne Tomasza á Kempis O naśladowaniu Chrystusa . O owocach osobistej lektury dzieł religijnych pisała przyjaciółce z domu rodzinnego w Lipnicy: „[…] Książek religijnych czytam więcej – francuskich. Książka, która bardzo rozwija mnie duchowo, to: Pisma Marii Eustelli. Bardzo też lubię O naśladowaniu Chrystusa, Złote ziarenka; należą one do uprzywilejowanych przeze mnie książek”

Odpowiadała jej na pytania dotyczące prywatnej lektury religijnych książek i również dzieliła się swoim odbiorem przeczytanych dzieł ascetycznych autorstwa wielkich świętych: św. Franciszka Salezego, Tomasza á Kempis  i św. Ignacego Loyoli: „Filoteę posiadam; jest bardzo piękna, ale nie tak mi się podoba, jak Naśladowanie Chrystusa. Czy znasz Ćwiczenia Świętego Ignacego? Lubię je bardzo, co dzień je czytam; zawierają tak wiele piękna, a przy tym pozostawiają myślom swobodę rozwoju na wskazanej drodze” . 

Czytelnictwo, które ją tak bardzo pasjonowało i ubogacało wewnętrznie, zaszczepiała innym. „Wszystko, co teraz pięknego czytam, chciałabym czytać z Tobą, moja Ilzo, by móc z Tobą o tym rozmawiać. Często o Tobie myślę, gdyż czuję, że Ty wraz ze mną i tak jak ja odczuwasz. Przepiszę tu jedno zdanie ojca Ravignana; ono wypowiada to, co noszę w sercu, tak dobrze naświetla ten świat: «Pomódl się przez dobry kwadrans w Paryżu lub Chinach, a potem powiedz mi, czymże jest świat, czas, ziemia!…»”

Po wstąpieniu do klasztoru sióstr urszulanek w Krakowie pisała do Ilse von Düring o swej lekturze duchownej w warunkach klasztornych: „Cieszę się, że masz tyle pięknych książek. Ja nie czytam wielu nowych; najpiękniejszą lekturą jest dla mnie Naśladowanie Chrystusa; ono mnie tak pociąga, a nasz Zbawiciel przemawia do mnie przez usta moich przełożonych,  w każdym razie jest to bezpieczne czytanie, które nie może być źle zrozumiane, chyba, że chce się brnąć”

Warto nadmienić, że gdy później w następstwie wybuchu pierwszej wojny światowej była zmuszona opuścić Rosję i znalazła się na wygnaniu w Szwecji, właśnie to ulubione przez nią dziełko ascetyczne Tomasza á Kempis pt. Kristi efterföljelse otrzymała od Alberta Bittera, biskupa Sztokholmu

Będąc w nowym środowisku, starała się także poznać język łaciński,  w którym codzienne odmawiała modlitwę brewiarzową: „Uczę się teraz języka łacińskiego; odmawiamy oficjum w tym języku, a przecież muszę je rozumieć. W ogóle zależy mi na tym, żeby być obznajomioną z językiem kościelnym”

Umiłowanie lektury życiorysów świętych towarzyszyło Urszuli także w późniejszym życiu. W Kronice Zgromadzenia odnotowała: „Dużo czytałam, w łóżku będąc, m.in. żywot św. Pawła. Jaki wspaniały, wielki!”

Również Franciszka doceniała wpływ religijnej książki na życie człowieka. Posłała Ilse von Düring dziełko ascetyczne Tomasza á Kempis  pt. O naśladowaniu Chrystusa. Sama także była rozmiłowana w lekturze religijnych książek i wśród różnych zajęć znajdowała czas na czytanie duchowne. Jeszcze pod koniec życia pisała w jednym z listów do o. prowincjała w Krakowie: „Nie przykrzy mi się, pomimo dolegliwości wieku – bo dzięki Bogu mam dobre oczy – czytam, pisuję długie listy do drogich dzieci, robótki kościelne robię, kaplicę mam na parę kroków” .Książki, które otrzymywała od znajomych kapłanów, czytała chętnie, wnikliwie i z wielkim pożytkiem dla duszy. W liście do zaprzyjaźnionego kapłana, o. Kazimierza Drzymały, m.in. tak napisała o swej lekturze: „[…] Znowu taka śliczna książka mi doszła, pokarm dla duszy”

W rodzinie Józefiny i Antoniego Ledóchowskich znajdowała się bogata biblioteka domowa, o którą dbali rodzice. Tak było, gdy Ledóchowscy mieszkali w Loosdorf, Sankt Pölten, a także po przeniesieniu się rodziny do Lipnicy. W lipnickim dworze biblioteka znajdowała się na pierwszym piętrze obok jadalni i salonu. Zarówno rodzice jak i dzieci zawsze mogli tam wejść  i sięgnąć po odpowiednią książkę. Ale oprócz tej domowej biblioteki rodzeństwo posiadało także swoje ulubione książki i czasopisma. Franciszka Ledóchowska we wspomnieniach o Urszuli poświadcza, że właśnie ona spośród rodzeństwa, już w Sankt Pölten, posiadała najbogatszą biblioteczkę, oddawała się lekturze codziennie i z pasją: „Tam dokształcała się, tam – żądna wiedzy – rozszerzała swój umysł i chwytała się sztuki. Czytała, przypuszczam, dużo. Miała też rozliczne czasopisma, z których i nam nieraz czytała” . Przypuszczała nawet, że jej starsza siostra miała na zakup tych różnych czasopism jakieś specjalne fundusze: „[…] Jako ulubienica, musiała mieć inne źródło dochodów. Świadczyła o tym jej bogata biblioteka i półeczka przy biurku zapchana książkami i pismami w przeróżnych językach”

Trudno dziś oszacować, jak wielki był księgozbiór rodziny Ledóchowskich. Na podstawie zachowanych dokumentów można jednak wskazać źródła pochodzenia książek tej biblioteki rodzinnej. Z pewnością część  z nich była darem wuja Józefa Górskiego, który zapisem testamentowym własną bibliotekę przekazał swoim siostrzeńcom, Józefowi i Antoniemu Ledóchowskim . Część książek pochodziła ze zbiorów gen. Ignacego Ledóchowskiego, który wszystkie pamiątki rodzinne, takie jak: obrazy, mapy, książki, broń zapisał swemu synowi Antoniemu . Wydaje się, że podobnie było w przypadku Józefiny Ledóchowskiej, która zapisem testamentowym odziedziczyła po swojej zmarłej siostrze Franciszce Salis-Zizers pamiątki rodzinne . Od czasu do czasu Antoni sam również nabywał książki, czego potwierdzenie znajdujemy w jego notatkach

Niestety z biblioteki rodziny Ledóchowskich, znajdującej się swego czasu w Lipnicy, nie pozostało ani śladu. Według świadectwa Władysława Stachonia księgozbiór biblioteki Ledóchowskich znajdujący się we dworze został spalony przez żołnierzy radzieckich. Po wyzwoleniu Lipnicy w styczniu 1945 roku stacjonowali oni we dworze, obok którego urządzili kuchnię polową  i piekarnię. Przez kilka dni pobytu we dworze bez najmniejszych oporów palili w nich zarówno książkami, meblami, jak i suchym drewnem bukowym odkrytym na strychu, a przygotowanym na szprychy do kół w dworskich wozach

Bardzo oczytaną osobą w rodzinie Ledóchowskich była matka, Józefina. Czytała wiele i w różnych językach: angielskim, francuskim i niemieckim. Czytelnictwo było jej stałym zajęciem od młodości aż do późnej starości. Ponieważ w swoim diariuszu zapisywała tytuły przeczytanych przez siebie książek, a niekiedy również ich autorów, można poznać jej bogatą lekturę. Takie spisy przeczytanych przez nią książek znajdują się na pierwszych bądź też ostatnich kartkach jej diariusza w tomach: 2, 6, 7, 8, 9 i 11 pod hasłem „Gelesen – przeczytałam” . Ponieważ Józefina Ledóchowska tych spisów dokonywała pod odpowiednimi latami, można również poznać czas, w którym je przeczytała. Wiele z nich przeczytała w czasie wakacji, w wynajętej willi Santa  Caecilia, dokąd udawała się z dziećmi na wakacyjne dni. Z pewnością takie zachowanie matki nie pozostawało bez wpływu na dzieci. Dzieci, widząc przykład rodziców, równie chętnie sięgały po dobrą książkę. 

Nie bez znaczenia dla wytworzenia zwyczaju czytania dobrych książek  w rodzinie Ledóchowskich był fakt, że rodzice przy różnych okazjach obdarowywali swe dzieci wartościowymi książkami. Często zapisywali w nich piękne dedykacje. Na pamiątkę pobytu w Warszawie ojciec ofiarował swej najstarszej córce Marii Teresie album o stolicy pt. Souvenirs de Varsovie,cenną pamiątkę po przedwcześnie zmarłej pierwszej żonie, Marii z Seilern Ledóchowskiej. Świadczy o tym dedykacja zamieszczona w albumie: „Najukochańszej, najlepszej Marii od jej drogiego Antosia. Warszawa, Boże Narodzenie 1851 roku” . Obok tej dedykacji dla żony widnieją słowa zapisane ręką córki, Marii Teresy: „Od mego Ojca, w maju 1880. M. Th. Ledóchowska” . Z kolei młodszej córce, Julii podarował na osiemnaste urodziny Antologię polskich poetów opatrzoną piękną dedykacją: „Moja najdroższa Joujou! Na pamiątkę Twego pierwszego pobytu w Krakowie życzę Ci z całego serca błogosławieństwa Bożego  i wszelkiego szczęścia na ojczystej ziemi. Daję Ci w dniu Twych urodzin tę książkę, którą sobie życzyłaś. Twój nader Cię kochający ojciec, A. Ledóchowski. Kraków, dnia 17 kwietnia 1883” . Należała ona do najbardziej ulubionych książek Julii. Trzy lata później, w przeddzień wstąpienia do klasztoru w Krakowie, Julia podarowała ją swej przyjaciółce Ilse von Düring, o czym pisała  w liście pożegnalnym z domu rodzinnego w Lipnicy: „[…] Bądź zdrowa, posyłam Ci umiłowaną, drogą mi książkę; otrzymałam ją od mego Ojca. Zachowaj ją jako pamiątkę po mnie. Bądź zdrowa. Julia”

Rodzeństwo również obdarowywało się upominkami książkowymi, czego potwierdzenie znajdujemy w ich korespondencji

W długie zimowe wieczory ojciec czytał dzieciom żywoty świętych  i inne książki o treści religijnej . Podobnie było w maju, o czym świadczy zapis w dzienniku dwunastoletniej Marii Teresy: „Poniedziałek, 3 maja 1875: Wieczorem, w czasie kiedy byliśmy razem, tatuś czytał nam książkę, przyszedł telegram od wujka Włodzimierza, że w niedzielę po południu,  w wyniku zapalenia oskrzeli, przeszedł do lepszego życia biedny Franciszek Mittrowsky” . W napisanej po latach autobiograficznej broszurze pt. Historia Maryni, która pragnęła być sławną Maria Teresa wymieniła kilka tytułów książek czytanych przez ojca w rodzinnym kręgu. Były wśród nich m.in.: Podróże do Ziemi Świętej ks. Ignacego Hołowińskiego, Młodość sławnych ludzi oraz Legendy z żywotów świętych . Przykład wielkich  i świętych postaci, o których dzieci dowiadywały się z tych książek, zapalał ich serca do czynów niemal heroicznych . Gdy pragnienia sławy w poezji, malarstwie, muzyce dla Marii Teresy okazały się niewykonalne, szukała innego wyjścia. Znalazła rozwiązanie, słuchając żywotów świętych czytanych głośno przez ojca . Właśnie wtedy zrodziło się w niej postanowienie zostania świętą: „Wiem już, jak zostanę sławną! Zostanę świętą! Inni mogli, dlaczegóż bym ja nie mogła? Na to nie trzeba zdolności ani do rysunków, ani do muzyki, ani do poezji; nie potrzeba żadnego wrodzonego talentu, tylko trzeba chcieć – a ja chcę!” . Pisząc po latach te słowa, Maria Teresa dodała, że dalej żyje ideałem wyznaczonym sobie we wczesnym dzieciństwie, ale zmodyfikowała sposób dążenia do doskonałości chrześcijańskiej . Ten wzniosły cel, do którego tak wytrwale dążyła przez całe swoje życie, osiągnęła. 19 października 1975 roku w Rzymie, w Niedzielę Misyjną papież Paweł VI zaliczył ją w poczet błogosławionych, potwierdzając jej świętość autorytetem Kościoła. Świętość osiągnęła również jej siostra Julia-Urszula, którą ojciec święty Jan Paweł II beatyfikował 20 czerwca 1983 roku w Poznaniu i kanonizował 18 maja 2003 roku w Rzymie, ukazując całemu światu jej postać jako wzór do naśladowania dla wszystkich wierzących. 

O tym, jak bardzo słowo drukowane zawarte w religijnych książkach wpływało na życie rodzeństwa Ledóchowskich, świadczy fakt, że powołanie misyjne Marii Teresy zrodziło się właśnie pod wpływem apelu kardynała Charlesa Lavigerie, które ten hierarcha Kościoła skierował do kobiet Europy. W broszurze, otrzymanej od protestantki, baronowej Marii von Haymerle, Maria Teresa przeczytała słowa, które stały się dla niej drogowskazem na dalsze życie: „Niewiasty katolickie Europy! Wam przypada w udziale obowiązek głoszenia wszystkim tych niegodziwości i wzbudzenia oburzenia świata cywilizowanego. Nie dajcie spokoju waszym małżonkom, rodzicom, braciom; posługujcie się wpływem, jaki mają w państwie z powodu swej wymowy, majątku lub stanowiska, ażeby przeszkodzić rozlewowi krwi waszych sióstr. Komu Bóg dał talent pisarski, niechaj go użyje na korzyść tej sprawy, ponad którą nie ma świętszej. Nie zapominajcie, że książka napisana przez niewiastę – «Chata wuja Toma» – przetłumaczona na wszystkie języki, zadała ostateczny cios niewolnictwu w Ameryce” . Świadoma w pełni swych pisarskich zdolności, które dotąd służyły światowym celom, przyjęła słowa kardynała jako skierowane osobiście do siebie. Upewniwszy się, że jej działalność pisarska może uwolnić rzesze ludzi od fizycznej i duchowej niewoli, powiedziała: „Niech od tej chwili moje pióro służy tylko apostolstwu, tylko misjom”

Rozumiejąc wielką wartość słowa drukowanego, założyła w Salzburgu drukarnię misyjną, używając do tego środków pochodzących ze sprzedaży części majątku rodzinnego . Również z jej inicjatywy w 1921 roku zostało założone Dzieło Prasy Afrykańskiej służące pomocą drukowanego słowa misjonarzom

Maria Teresa miała pokaźną bibliotekę podręczną, która obecnie znajduje się w domu generalnym założonego przez nią zgromadzenia w Rzymie. Wśród książek, które czytała, są dzieła o życiu duchowym, spory zestaw ojców Kościoła i woluminów o tematyce misyjnej. Inne zaś książki to opracowania dotyczące życia Kościoła i liczne modlitewniki z tekstami biblijnymi. Osobny dział stanowią książki ogólnie traktujące o sztuce i różne sztuki teatralne. Maria Teresa pisała recenzje wielu opracowań z tej dziedziny

Podobnie było w życiu pozostałego rodzeństwa, które nauczone w młodym wieku zamiłowania do czytelnictwa, posiadało swoje podręczne biblioteczki z wartościowymi dziełami. Warto wspomnieć, że najstarsza trójka rodzeństwa: Maria Teresa, Julia i Włodzimierz, którzy byli obdarzeni zdolnościami literackimi, napisali wiele książek, utworów i opracowań o treści religijnej oraz pozostawili po sobie bardzo bogatą, liczącą kilkadziesiąt tysięcy listów korespondencję. 

Wolno przypuszczać, że wielka cześć świętych, jaką odznaczali się Ledóchowscy, sięga genezą lat dziecięcych. Wychowywani w takim duchu przez matkę i ojca rozumieli, że święci wyniesieni przez Kościół na ołtarze to nie tylko wzory do naśladowania, ale i orędownicy u Boga, dlatego szukali pomocy u świętych.   

2. Święci w życiu bł. Marii Teresy Ledóchowskiej 

Do świętych, którzy w życiu duchowym Marii Teresy, w jej modlitwach i praktykach duchowych mieli szczególne miejsce, należeli: św. Teresa z Avilla – jej patronka, św. Piotr Klawer – główny patron założonej przez nią Sodalicji. Prawdopodobnie o jej wielkiej czci do swej patronki wiedział ojciec święty Pius XI, który w czasie prywatnej audiencji, na dwa miesiące przed jej śmiercią, ofiarował jej pamiątkowy medal św. Teresy. Maria Teresa wspomina to wydarzenie: „Następnie ofiarował mi Ojciec Święty piękny, duży medal na pamiątkę trzeciego stulecia kanonizacji  św. Teresy, mojej Patronki i pobłogosławił mi…” . Wyrazem kultu Matki Najświętszej i św. Teresy było ustanowienie przez Marię Teresę pod koniec jej życia funduszu misyjnego zwanego „groszem Marii Teresy dla Afryki” . Czytelnikom tak tłumaczyła wybór patronek tego misyjnego dzieła: „Dwa są powody, które skłoniły mnie do wyboru tej nazwy: 1) Oddanie przedsięwzięcia tego pod szczególną opiekę mych Patronek: N. Maryi P.  i św. Teresy, 2) Przedłużenie pamięci o mnie po mej śmierci, tak byście poparciem waszym tej sprawy Sz. Przyjaciele skrócili pobyt mój w czyśćcu” . Równie znany szerszemu ogółowi był kult, jakim otaczała św. Piotra Klawera. O tym, jak bardzo czciła patrona założonego przez nią zgromadzenia, świadczą słowa o. Henryka Haducha, który we wspomnieniu pośmiertnym napisał o niej: „W nią wcielił się duch Piotra Klawera, którego, obrała sobie za patrona i przewodnika swojego życia i swego zgromadzenia” . Do świętych szczególnie czczonych przez Marię Teresę należeli także: św. Benedykt de San Filadelfo, św. Augustyn i jego matka – św. Monika, św. Józef, św. Antoni. Często też modliła się do Książąt Apostołów: Piotra i Pawła.Starała się także przybliżać innym postacie świętych polskich. Przyjaciółce Ilse von Düring, która nie mogła czytać książek w języku polskim, przygotowała wyciąg z historii życia św. Stanisława. Wspomina o tym w jednym ze swoich listów: „Wczoraj nie byłam w stanie dokończyć wyciągu z życiorysu św. Stanisława. Dlatego posyłam go Tobie dzisiaj. Szkoda, że nie znasz języka polskiego. Posłałabym Tobie dzieło, które zawiera biografie moich narodowych świętych,  a które otrzymałam od Wuja Kardynała. Z pewnością posłużyłoby Tobie lepiej niż moje niedoskonałe streszczenie”

O nabożeństwie Marii Teresy do św. Piotra Klawera można więcej powiedzieć na podstawie artykułów, które zamieszczała w „Echu z Afryki”, przybliżając czytelnikom postać tego kapłana . „Wkrótce obchodzić będzie Kościół święty, a z nim w szczególny sposób nasza Sodalicja, uroczystość wielkiego patrona misji murzyńskich, św. Piotra Klawera. Życie tego Apostoła Afryki, wielu kochanym Czytelnikom naszym zapewne jest znane, niejednokrotnie bowiem podawaliśmy takowego streszczenie” . Ubolewała nad tym, że jeszcze tak mało jest jego czcicieli: „Mało jednak wśród nas jest może takich, którzyby Świętego Piotra Klawera szczerze czcili i wzywali. Niech każdy zechce o potędze wstawiennictwa Jego i Jego opieki sam się przekonać. Jakżeby nie miał On ze szczególną miłością i wspaniałomyślnością tych wysłuchać, którzy modlitwą i jałmużną Jego ukochanym Murzynom przychodzą w pomoc! On, co był tych Murzynów Apostołem, ojcem, pocieszycielem – niewolnikiem nawet w ciągu swego życia!” .

Święty Piotr Klawer, jezuita, był apostołem niewolników murzyńskich, choć nigdy nie stanął na afrykańskiej ziemi. Urodził się 25 czerwca 1580 roku w Verdu w Hiszpanii . Przez niemal 40 lat głosił Ewangelię.  Z niestrudzoną gorliwością pracował nad nawróceniem Murzynów. Aby bez reszty poświęcić się pracy dla nich, złożył dodatkowy ślub, że na rozkaz ojca świętego będzie służyć czarnym w najodleglejszych krajach . W 1615 roku przybył do Kartageny, miasta portowego Ameryki Południowej, gdzie odbywał się handel niewolnikami przywożonymi tu statkami z Afryki. Wstrząśnięty niedolą i krzywdą tych ludzi, poświęcił im się bez reszty.  Z pomocą tłumacza nauczał ich, chrzcił, pocieszał, uspokajał. Neofitom wykładał katechizm, ochrzczonych prowadził do kolegium jezuickiego, gdzie ich spowiadał. W 1650 roku padł ofiarą panującej tam zarazy. Choroba obezwładniła jego ręce i nogi. Jako kaleka, osamotniony, brutalnie traktowany przez obsługujących go Murzynów, umarł, lecz zaraz też Bóg postać jego otoczył chwałą cudów . 24 września 1747 roku papież Benedykt XIV ogłosił heroizm jego cnót, a 21 września 1851 papież Pius IX zaliczył go w poczet błogosławionych, zaś jego kanonizacji dokonał papież Leon XIII 15 stycznia 1888 roku

Dnia 4 czerwca 1904 roku Maria Teresa zwróciła się do ojca świętego z prośbą o specjalne oddanie Sodalicji pod opiekę Matki Dobrej Rady  i św. Piotra Klawera . Kiedy papież Pius X uczynił zadość jej życzeniom, prosiła czytelników „Echa”, a także swoich współpracowników o odśpiewanie dziękczynnego Te Deum „za tak nadzwyczajną łaskę”, „aby pracując z tym większą gorliwością, zasługiwali coraz bardziej na opiekę niebieskich Patronów, udzielonych przez papieską władzę” .  

Gdy władze zakonne przeniosły się do Rzymu, w kaplicy nowo otwartego domu zgromadzenia umieściła duży obraz olejny przedstawiający  św. Piotra Klawera. Był on darem wielkiego protektora Sodalicji, kardynała Mieczysława Ledóchowskiego .

Maria Teresa zabiegała o to, by kult świętego zataczał jak najszersze kręgi. Przeczuwała, że przykład tego Apostoła Murzynów zdolny jest zapalić dusze do ofiarnej współpracy misyjnej. W tym celu nakazała 9 września we wszystkich domach i filiach Sodalicji organizować uroczyste nabożeństwa ku czci św. Piotra Klawera, na które złożyć się winna Msza św., kazanie misyjne, modlitwy do św. patrona, a ponadto uczestnictwo w sakramentach świętych . Wyjednała u Stolicy Apostolskiej łaskę odpustu zupełnego dla członków i zelatorów Sodalicji św. Piotra Klawera oraz dla wszystkich, którzy popierają zniesienie niewolnictwa. „Wszyscy członkowie i zelatorowie Sodalicji św. Piotra Klawera, jak w ogóle wszyscy, którzy popierają sprawę zniesienia niewolnictwa, mogą dnia 9 września w uroczystość  św. Piotra Klawera, Apostoła Misji Murzyńskich, dostąpić zupełnego odpustu na zwykłych warunkach”

Tym, którzy chcieli się przygotować do tego święta przez prywatną modlitwę, poleciła rozdawać obrazki św. Piotra Klawera wraz z litanią do niego. Sama zaś pałała gorącym pragnieniem zaszczepienia w sercach czytelników „Echa” miłości do tego właśnie świętego. Dała temu wyraz w następujących słowach: „O, gdybym mogła zapalić serca wasze miłością do św. Patrona naszego i gorliwością, obchód Jego święta przyczyniłby się bardzo do utwierdzenia nas w działalności na korzyść murzyńskich niewolników i do zachęcenia nas do naśladowania Jego zaparcia się siebie, Jego bohaterskiej miłości, tej miłości, która według słów «Naśladowania» nie mówi nigdy «dosyć»” .

Sodalicja pod przewodnictwem swej generalnej kierowniczki w rozmaity sposób starała się czcić swego niebieskiego patrona. Na karcie tytułowej każdego numeru „Echa” zamieszczano wizerunek jego klęczącej postaci w troskliwym ojcowskim geście pośród niewolników, a poniżej krótką modlitwę: „Św. Piotrze Klawerze, Apostole Murzynów, módl się za nich  i za nasze dzieło”. Rozpowszechniano też życiorys świętego sporządzony przez różnych autorów, litanię, medaliki, fotografie, obrazy

Nic dziwnego, że cześć tego świętego, którego nazwała „Potężnym opiekunem Niebieskim”, zajmowała w jej życiu tak wiele miejsca. Tego, którego obrała na patrona swej Sodalicji, naśladowała w walce o wyzwolenie pogardzanych Murzynów. Już w pierwszym roczniku „Echa” zamieściła taki apel: „Niech obraz jego i przykład będzie nam hasłem w walce o wolność zgnębionych niewolników! Niech na widok jego heroicznego ducha ofiarności i w naszych sercach wzrasta ofiarność względem biednych Murzynów” . Podarowała także relikwie tego świętego przyjaciółce Ilse von Düring: „[…] Relikwie św. Piotra Klawera czekają tu na Ciebie, aby Ciebie również św. Piotr pod swój płaszcz przyjął” . 

Notatki historyczne zamieszczane systematycznie w „Echu z Afryki” wskazują również na innego patrona Sodalicji, któremu oddawała wyjątkową cześć – św. Benedykta de San Filadelfo. Był on synem dawnych niewolników rzymskich przywiezionych na Sycylię, urodzonym w 1524 roku. Odznaczając się wielką pobożnością, wstąpił do nowo powstałej kongregacji pustelników żyjących na wzór dawnych anachoretów. Kiedy w 1567 roku, z powodu surowości reguły, papież Pius IV rozwiązał zakon i zwolnił braci od czwartego ślubu, ciągłego postu, Benedykt wstąpił do klasztoru kapucynów. Tu zasłynął ze swej pokory, ale również z Bożej mądrości. Kiedy wybrano go na przełożonego zgromadzenia, nie zaniedbywał prac służebnych, a nawet wyręczał w nich swych współbraci, a równocześnie wywiązywał się doskonale ze swych obowiązków gwardiana. Sława jego świętości była już powszechna za jego życia. Zmarł 4 kwietnia 1589 roku,  a już trzy lata później został beatyfikowany. W poczet świętych został zaliczony 6 maja 1807 roku . Maria Teresa, wybierając tego świętego na patrona swojego instytutu, chciała podkreślić, że kolor skóry nie powinien mieć wpływu na ocenę człowieka ani decydować o jego prawach . Przedstawienie postaci św. Benedykta Murzynom dawało im odwagę wchodzenia na drogę chrześcijańskiego życia. To oni najbardziej cieszyli się, słysząc, że jeden z ludzi należących do ich nieszczęśliwej, wzgardzonej przez innych rasy, jest czczony na ołtarzach. Jego chwała i im także przyniosła chlubę

Maria Teresa, już w pierwszym numerze „Echa”, dała wyraz ufności  i czci św. Józefa. Swoje ryzykowne działanie – sądząc po ludzku – zawierzyła Opiekunowi Syna Bożego. Świadczą o tym jej słowa: „Trzeba mieć wielkie zaufanie do św. Józefa”, „[…] na potem św. Józef zaradzi” . Odrestaurowane zabudowania Sodalicji w Maria Sorg poleciła jego opiece, nazywając je „Domem św. Józefa” . Wraz ze współsiostrami zdawała się słyszeć głos Kościoła, polecający u niego szukać pomocy

O wielkiej czci do św. Józefa świadczą także jej słowa zawarte w liście do Julii, w których prosiła siostrę o modlitwę, za przyczyną Opiekuna Syna Bożego, w ważnej dla siebie sprawie. Było nią uzyskanie darmowego biletu na kolej, aby mogła bez przeszkód podejmować swoje liczne podróże misyjne: „Salzburg, 6 listopada 1892. Najukochańsza Siostrzyczko! […] Jest tu zatem zachęta, abyście mi w tym miesiącu znów coś bardzo dla mnie ważnego uprosili. […] Więc proszę udać się do św. Józefa i do dusz  w czyśćcu cierpiących, aby mi wyprosili od Serca Jezusowego «Freibilet» na kolej. Rzecz ma się rozstrzygnąć za 2-3 tygodnie, więc udajcie się zaraz do modlitwy, może nowenna, albo co Ty myślisz. Rozumiesz, jak to ważna sprawa dla moich podróży misyjnych i w ogóle dla rozszerzania mego dzieła” . Warto wspomnieć, że Maria Teresa pozyskała od władz państwowych ten bilet na bezpłatne przejazdy koleją, co wydatnie pomagało jej w podejmowaniu licznych podróży misyjnych po krajach Europy. 

Nie dziwi również fakt, św. Antoni Padewski odbierał wielką cześć  w zgromadzeniu Marii Teresy. On również kiedyś pokochał „Czarnych”,  a najgorętszym jego pragnieniem było: „poświęcić się i przelać krew dla ich zbawienia” . Jemu również powierzyła swoich Murzynów. Na wzór istniejącego od 1890 roku „Dzieła św. Antoniego”, które dotąd służyło biednym świata cywilizowanego, zapoczątkowała podobną akcję pod nazwą „Chleb św. Antoniego dla Afryki”. Chciała w ten sposób przyjść z pomocą najbiedniejszym z biednych – Murzynom, którzy potrzebowali nie tylko chleba materialnego, ale i duchowego

„Kto pragnie uzyskać szczególną łaskę – pisała Maria Teresa Ledóchowska – winien się polecić z ufnością orędownictwu wielkiego cudotwórcy z Padwy, składając mu […] ofiarę na chleb dla Afryki. Jego to przyczyny wzywa często i Sodalicja w intencjach swoich dobroczyńców” . „Oby te parę wierszy wzbudziły jeszcze większą cześć ku Wielkiemu Świętemu Padewskiemu i oby zaufanie w potężne Jego wstawiennictwo ogarnęło wszystkie serca; ileż smutku, ile łez potrafi św. Antoni otrzeć tym duszom, które nie zapominają o opuszczonych czarnych Afryki. Jakże orędownictwo Jego mogłoby być daremne u tronu Tego, który sam powiedział: To co czynicie najmniejszemu z moich braci, mnieście uczynili?”

Często też modliła się do Książąt Apostołów: Piotra i Pawła. Cześć, jaką żywiła do tych świętych, należy związać z jej licznymi wizytami u ojca świętego, a później ze stałym pobytem w Rzymie. Notatki Marii Teresy  o audiencjach u ojca świętego mówią o jej modlitwie u grobu św. Piotra. Wynikało to zapewne z jej wielkiego umiłowania Kościoła, chęci służenia mu przez podporządkowanie się jego widzialnej władzy. W chwili, gdy rodziło się dzieło, szukała pomocy u relikwii Opoki Chrystusowego Kościoła. Tam podążyła, gdy papież Leon XIII 28 kwietnia 1894 roku zaaprobował ułożone przez nią statuty i pobłogosławił rozpoczynające się dzieło . Jeszcze po latach informowała czytelników „Echa” o szczęściu, jakie wtedy wypełniało jej serce, gdy namiestnik Chrystusa wyraził aprobatę na jej misyjną działalność: „[…] Tutaj klęczałam także przed ośmiu laty z sercem przepełnionym niewysłowioną radością po audiencji «papieskiej»” . Odkąd zamieszkała w Rzymie, w rocznicę tego zdarzenia co roku wraz ze współsiostrami przychodziła do bazyliki św. Piotra. Jej notatki informują: „Przed południem odbyłyśmy zwykłą naszą doroczną w tym dniu pielgrzymkę do kościoła św. Piotra, wysłuchałyśmy Mszy św. w kaplicy Przenajśw. Sakramentu i modliłyśmy się w krypcie w pobliżu relikwii św. Piotra, polecając raz jeszcze opiece Księcia Apostołów naszą Sodalicję, tudzież jej członków i dobroczyńców” . Z niemniejszą ufnością uciekała się do św. Pawła Apostoła, który pragnął wszystkie narody zgromadzić przy Chrystusie. „Dnia  25 stycznia 1903 roku, Nawrócenie św. Pawła Apostoła – Rocznica otrzymania od Ojca św. upoważnienia do założenia rezydencji w Rzymie – jakże chętnie poszłybyśmy do kościoła św. Pawła, aby tego wielkiego Apostoła Narodów prosić o wstawienie się przed Bogiem i ucałować jego łańcuchy, wystawione dzisiaj na widok publiczny dla uczczenia przez wiernych!” .

Często modliła się również do św. Ignacego Loyoli, św. Franciszka Salezego, św. Jana Chrzciciela, św. Ludwika. Podobnie jak jej rodzeństwo: Urszula i Włodzimierz czcili św. Jana Berchmansa. W „Echu z Afryki”, które redagowała już 9 lat, znajdujemy taki zapis dotyczący liturgicznego święta św. Jana Berchmansa: „Dnia 13 sierpnia. Św. Kongregacja Obrzędów, dla większej dogodności seminariów i kollegiów przeniosła dzisiejszą uroczystość św. Jana Berchmansa na dzień 26 listopada. W kościele  św. Ignacego w Rzymie, gdzie ciało jego spoczywa, przeminie po raz pierwszy tego roku dzień 13 sierpnia bez uroczystości. Może ta zmiana da mi tę radość, że w samym Rzymie, otoczona mymi pierwszymi Sodaliskami nowicjatu rzymskiego, obchodzić będę święto tego młodziutkiego Świętego Towarzystwa Jezusowego?… Byłoby to ślicznym odszkodowaniem za niespodziany brak dzisiejszej uroczystości” . Cztery miesiące później pisała  o obchodzonej w nowym terminie uroczystości ku czci św. Jana Berchmansa: „Dnia 26 listopada. Czwartek. Stosownie do rozporządzenia Św. Kongregacji Obrzędów, w dniu dzisiejszym była obchodzoną po raz pierwszy  w tym roku uroczystość św. Jana Berchmansa w kościele S. Ignazio, gdzie święte jego spoczywają zwłoki, dlatego też z niezwykłą obchód ten odbył się wspaniałością” . Ponadto w jej pismach znajdują się przykłady czci bł. Szymona z Lipnicy i św. Alojzego .

Wkrótce po opuszczeniu dworu książęcego zaczęła pisać sztukę religijną pt. Święty Alojzy czuwa. Dla podratowania zdrowia mieszkała wówczas  u sióstr zakonnych w Breitenfurth koło Wiednia. 19 lipca 1891 roku w jej diariuszu pojawił się zapis: „[…] O siódmej najstraszniejszy moment mego życia. O, mój Boże! mój Boże! Jak ciężko mnie doświadczyłeś” . Słowa te odnoszą się do niezwykłego zdarzenia. Tego dnia przeżyła dziwny napad. Spacerując po ogrodzie sióstr, zobaczyła mężczyznę, który rzucił ją na ziemię  i groził, że ją stratuje. Tajemniczy napastnik zniknął tak nagle, jak nagle się pojawił. Przestraszona kobieta zaalarmowała siostry. W przeszukanym ogrodzie nie natrafiono na żadne ślady obecności człowieka . Zarówno ona sama, jak i osoby, którym opowiedziała o tym wydarzeniu, były przekonane, że „to był szatan, szalejący z powodu strat, których by mu w przyszłości przysporzyła ta wątła kobieta” . Chciał uniemożliwić jej dzieła. W tym niezwykłym momencie życia zawołała: „Św. Alojzy, pomóż!” . I w późniejszym wieku nie przestawała odczuwać opieki tego świętego. 20 czerwca 1903 roku, gdy uniknęła niebezpiecznej przygody na morzu, napisała: „Dzięki niech będą Aniołom Stróżom nad nami czuwającymi, dzięki także św. Alojzemu, którego nazajutrz wypadało święto, a który swym wstawiennictwem też może do ocalenia naszego się przyczynił!…”

Maria Teresa była także, podobnie jak cała rodzina Ledóchowskich, gorącą czcicielką bł. Szymona z Lipnicy, urodzonego ok. 1435 roku . Jego orędownictwa wzywała żarliwie do końca swojej wędrówki ziemskiej. Może to właśnie przykład jego bezgranicznej służby bliźnim – aż do oddania życia – zapalił jej serce i uczynił zdolne do przyjęcia wskazanej przez głos Boży służby dla ratowania dusz Afrykańczyków . 3 czerwca 2007 roku  w Rzymie ojciec święty Benedykt XVI zaliczył bł. Szymona z Lipnicy do grona świętych Kościoła. 

Jedną z form kultu świętych w życiu bł. Marii Teresy był jej udział  w beatyfikacjach i kanonizacjach, które odbywały się w Wiecznym Mieście. „Matce Afryki” – jak później ją nazwano –ogromną radość sprawiła beatyfikacja męczenników z Ugandy. Ponieśli oni śmierć za wiarę w latach 1885-1887, a ich beatyfikacja miała miejsce 6 czerwca 1920 roku, za czasów pontyfikatu papieża Benedykta XV. O tym ważnym dla Kościoła  w Afryce, jak również osobiście dla Marii Teresy, wydarzeniu napisała jej siostra Urszula, która również uczestniczyła w tej beatyfikacji: „Już spokojniejsza, mogłam tymczasem całą duszą brać udział w pięknej, wzruszającej ceremonii beatyfikacji męczenników z Ugandy. Moja siostra ze szczególną radością czekała tego pięknego dnia, wszak ona Afryką żyła, nią oddychała, pracy dla Afryki się poświęciła. Parę dni przedtem przyjechał już biskup  z Ugandy z dwoma Murzynami, którzy należeli do paziów chrześcijańskich skazanych na śmierć. Ze względu jednak na młody wiek nie spalono ich, tak jak towarzyszy. Jednego z nich długo przetrzymywano w więzieniu i co tydzień bito, ale mimo wszystko nie odstąpił od wiary. Odwiedzili siostrę. Biskup, będąc u nas, bardzo ciekawie opowiedział dzieje beatyfikowanych męczenników, mówił też o męstwie dwóch towarzyszących mu Murzynów. Oni siedzieli, uśmiechali się, nic jednak nie rozumieli. Było to bardzo ciekawe spotkanie. 

Tym razem wszystkie ceremonie – dzięki Marii Teresie – mogłam oglądać z bliska. W niedzielę rano – nie pamiętam daty – na właściwą beatyfikację otrzymałyśmy doskonałe miejsca. Cudowna była chwila, kiedy po przeczytaniu dekretu beatyfikacyjnego nagle zasłona z dużego obrazu nad głównym ołtarzem opadła i w aureoli niezliczonych świateł ukazał się ogromny obraz beatyfikowanych męczenników o czarnych twarzach, w białych szatach, z palmami męczeństwa w rękach. 

Lożę naprzeciwko nas, najbliżej wielkiego ołtarza, zajmowali Biali Ojcowie i Murzyni. Wyobrażam sobie, jak byli szczęśliwi! 

Po południu odbyła się piękna ceremonia: wniesienie Ojca Świętego do bazyliki dla oddania hołdu relikwiom błogosławionych. Maria Teresa też chciała być obecna. Pojechałyśmy we trójkę, to jest ona, ja i siostra, która ją pielęgnuje. Musiała nieść Marię Teresę przez kościół – taka była słaba – i w ten sposób doniosła aż na trybunę. Doskonałe miałyśmy miejsca. 

Ogromne wrażenie robi ten pochód z Ojcem Świętym niesionym na sedia gestatoria, kroczący przez całą bazylikę aż do wielkiego ołtarza. Ojciec Święty siedzi na fotelu bielusieńki i błogosławi na prawo i lewo,  a widok ten wyzwala entuzjazm tłumów, któremu nikt chyba oprzeć się nie zdoła! Oto nasz wielki, święty, katolicki Kościół! 

Błogosławieństwo Przenajświętszym Sakramentem zakończyło tę wzruszającą ceremonię. Znowu uformowała się procesja i odniesiono błogosławiącego, dobrego Pasterza, który zniknął we drzwiach bocznej kaplicy, a nam aż się serca ścisnęły boleśnie. 

Wychodząc z bazyliki, doświadczyłyśmy objawów gorącej uczuciowości Włochów. Opuszczającym Bazylikę Murzynom zgotowano ogromną owację – wszak i oni dla wiary cierpieli. Również zbliżyłyśmy się do nich, uścisnęłyśmy im ręce. Dobroduszny, serdeczny uśmiech rozświetlał ich twarze. Maria Teresa była uszczęśliwiona – wszak jej ukochana Afryka przeżyła swój wielki dzień!”

Z pewnością swoją dalszą działalność misyjną Maria Teresa polecała nowym błogosławionym, a obrazek beatyfikacyjny Die seligen 22 Märtyrer von Uganda” należał do jej ulubionych pamiątek.   

Maria Teresa Ledóchowska kochała świętych, szukała u nich pomocy  i na różne sposoby szerzyła ich kult. Hołd wdzięczności, jaki wielokrotnie składała im w swoich pismach, jest dowodem na to, że nie zawiodła się  w swej ufności. Często idee, jakimi żyli święci patronowie, stawały się celem jej własnego życia .   

3. Umiłowanie świętych i lektura Pisma Świętego w życiu św. Urszuli 

Urszula odznaczała się wyjątkowym nabożeństwem do św. Jana Berchmansa. Świadectwem tej wielkiej czci są jej listy pisane do brata Włodzimierza w 1889 roku. W jednym z nich prosiła go o pewną przysługę: „Mój Włodziu, mam prośbę do ciebie: zrób jakimś sposobem, aby 28, tj. w dniu mojej profesji, świeca paliła się na grobie św. Berchmansa. W dniu mych obłóczyn też tak było – prosiłam wtedy ks. kardynała. A jeśli możesz, to idź tego dnia na grób mego ukochanego Świętego, proś go o wielką miłość do Matki Bożej dla mnie” . Włodzimierz, studiujący w tym czasie na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie, nie tylko spełnił tę prośbę, ale też zamówił w intencji swojej siostry Mszę św., która została odprawiona w kościele św. Ignacego Loyoli w Rzymie, na grobie jej ukochanego świętego. Wiedząc o nadzwyczajnej czci, jaką Urszula otaczała św. Jana Berchmansa, wystarał się dla niej o jego relikwie, które niestety zaginęły podczas przesyłki pocztowej z Rzymu do Krakowa . Niepokojąc się o los tych zaginionych relikwii, pytała swego brata w liście: „Prawda, pisałeś mi, żeś postarał się też o relikwię. Gdzież była? Pudełko z obrazkami było otwarte, jak przynieśli  z poczty – relikwii żadnej nie było. Czyś zapomniał ją włożyć, czy zginęła? Żal by mi było i dlatego, że tak kocham św. Berchmansa, i że kto wie, jak będzie ta relikwia poniewierana” . Oprócz św. Jana Berchmansa Urszula czciła cały zastęp świętych Pańskich. Należeli do nich m.in.: św. Aniela Merici, św. Urszula, św. Józef, św. Franciszek z Asyżu, św. Ignacy Loyola, św. Stanisław Kostka, św. Antoni, św. Małgorzata Maria Alacoque, św. Teresa od Dzieciątka Jezus, św. Piotr i św. Paweł. Po kanonizacji głęboką czcią i nabożeństwem otaczała św. Andrzeja Bobolę i św. Jadwigę Królową . We wspomnieniach o matce Urszuli, siostra Aniela Łozińska tak napisała o jej umiłowaniu świętych: „Kochała Matka i czciła patronów naszego Zgromadzenia: św. Anielę i św. Urszulę, swą patronkę, św. Józefa, do którego polecała nam się udawać nie tylko w potrzebach materialnych, ale głównie jako Opiekuna Kościoła świętego i patrona dobrej śmierci, św. Piotra i Pawła oraz św. Franciszka z Asyżu; to nabożeństwo wyrosło w sercu Matki od czasu założenia domu generalnego w Rzymie. Św. Ignacego Lojolę, założyciela ojców jezuitów, z którym przez swego brata była bardzo złączona, św. Antoniego Padewskiego, który był patronem naszego sierocińca w Aalborgu, św. Stanisława Kostkę jako patrona młodzieży, św. Małgorzatę Marię, na której kanonizacji była obecną i prosiła o jej wstawiennictwo.  Św. Teresa od Dzieciątka Jezus sama jakby narzuciła się Matce, gdyż raz  w trudnej sprawie do niej zakołatała i natychmiast została wysłuchana” . Gdy po pierwszej wojnie światowej Polska odzyskała niepodległość, matka Urszula pragnęła ze swymi siostrami i dziećmi polskich emigrantów wrócić do Ojczyzny, aby dla niej pracować i pomagać w odbudowie tego, co zostało zniszczone w wyniku działań wojennych. Nie było jednak dokąd wracać,  a ponadto w kraju na siostry, które podjęły nowe inicjatywy, patrzono z wielkim niedowierzaniem. Wtedy siostry rozpoczęły nowennę do bł. Teresy, aby udało się w Polsce zakupić dom, w którym będzie można żyć po powrocie do kraju. W krótkim czasie udało się zakupić dom w Pniewach, co matka Urszula przypisywała właśnie wstawiennictwu bł. Teresy z Lisieux

Samą miłość do swej patronki, św. Urszuli, wyraziła w słowach: „Dwudziestego pierwszego [października] – imieniny. Zawsze dzień mi drogi, bo bardzo kocham Świętą Urszulę” . Tej świętej patronce powierzała w modlitwie swoje troski, nawiedzając kościół św. Urszuli i jej sarkofag w Kolonii. W Kronice Zgromadzenia pisała o tym następująco: „Rano dwudziestego trzeciego [marca 1927] zaraz zajechałyśmy do urszulanek. Bardzo miłe przyjęcie. Po Mszy Świętej i Komunii Świętej do kościoła  św. Urszuli. Śliczny jej sarkofag – leży z białego marmuru wykuta na czarnym postumencie, u stóp gołąbek. Bardzo gorąco modliłam się do naszej  i mojej świętej Patronki, a poleciłam jej szczególnie dom w Rzymie” .  Do czci św. Urszuli wzywała swoje siostry. W Dyrektorium prosiła swoje córki duchowe: „Otaczajcie szczególnym nabożeństwem św. Urszulę, szczególną opiekunkę daną od Boga naszemu zakonowi, uczcie się od niej męstwa, gotowości na każdą, choćby największą ofiarę” . Podobne słowa zapisała w medytacjach dla sióstr: „Święta Urszulo, uproś nam tę gotowość na wszystko, co Jezus na nas zsyła…” . Kult św. Urszuli w jej życiu przejawiał się także w zapale i zaangażowaniu, z jakim przygotowywała i urządzała uroczystości ku czci tej świętej. Aby jeszcze bardziej rozszerzyć nabożeństwo do tej świętej, prosiła swoją bratanicę, s. Józefę Ledóchowską, by ułożyła jakąś pieśń ku czci św. Urszuli, aby mogła ją śpiewać cała kaplica. Chciała, by również przez śpiew pieśni rozpowszechniało się nabożeństwo do św. Urszuli . Bardzo cieszyła się z odnalezienia w Polsce relikwii św. Urszuli i pragnęła, aby posiadały je wszystkie urszulańskie domy. Z radością pisała o tym w Kronice Zgromadzenia: „Siedemnastego był ksiądz biskup u mnie – taki dobry, ojcowski! Opowiadał o relikwiach św. Urszuli, że je znaleziono w suterenach starej, dawnej rezydencji biskupiej w Wolborzu – w starym, srebrnym, niezgrabnie jeszcze zrobionym relikwiarzu. Prawdopodobnie głowa św. Urszuli – jak stare, już z trudem czytelne dokumenty opiewają. Może to te same, o których wspomina matka Łubieńska w „Życiu św. Anieli”. Podobno w XV czy XVI wieku w Wenecji procesjonalnie obniesiono głowę św. Urszuli w srebrnym relikwiarzu. W jaki sposób dostały się te relikwie do Polski – czy «beatum scelus»? Wszystkie nasze domy będą teraz miały relikwie św. Urszuli – to wielkie szczęście!” . Przygotowała uroczystą intronizację relikwii św. Urszuli w macierzystym domu w Pniewach.„Wieczorem przeniesienie relikwii św. Urszuli w ładnym relikwiarzu (po obiedzie pokazałam go siostrom w refektarzu) do kaplicy. Po obiedzie stały w chórze na oświetlonym ołtarzyku, pod krzyżem, potem w pokoju Zgromadzenia, a po błogosławieństwie poszłyśmy tam  i procesjonalnie zaniosłam relikwiarz do chóru i tam oddałam go księdzu, który wszystkim, i siostrom, i świeckim, dał relikwie do pocałowania przy akompaniamencie śpiewu: «Święta Urszulo, Orędowniczko». Potem już my same odmówiłyśmy Godzinki do św. Urszuli – i zakończył się ten śliczny dzień. Teraz już na ołtarzu stoją drogie relikwie i coraz gorętsze staje się nabożeństwo do naszej świętej Patronki” . Urszula przywiązywała wielką wagę do posiadania relikwii świętych. To sprawiało jej zawsze wielką radość. „Zapomniałam napisać, że dobry ojciec Miccinelli przysłał mi siedem mniejszych relikwiarzy z relikwiami św. Andrzeja Boboli i jeden większy dla Janowa Poleskiego, dla mającego tam powstać – jak ufam – nowego domku naszego. Radość wielka!” . Pragnęła, aby krzyż zawierający relikwie jej ukochanych świętych był noszony przez przełożone generalne. „Ojcu Fajelli zaniosłam krzyż, by dał relikwie. Chciałabym, by ten krzyż  z relikwiami świętych: Ignacego, Franciszka Ksawerego, Stanisława Kostki, Alojzego i Berchmansa – był krzyżem dla przełożonych generalnych”

W macierzystym domu Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego  w Pniewach znajdują się liczne pamiątki po Matce Założycielce. Wśród nich są relikwie jej ulubionych świętych: św. Franciszka Ksawerego, św. Urszuli,  św. Alojzego Gonzagi lub tych, których groby nawiedzała, czy też uczestniczyła w uroczystościach ich beatyfikacji czy kanonizacji: św. Andrzeja Boboli, św. Franciszka Salezego, św. Joanny Franciszki de Chantal i bł. Klaudiusza de la Colombière . Bogata kolekcja relikwii świętych i błogosławionych świadczy o jej wielkim umiłowaniu świętych. 

Matka Urszula miłość do świętych wyraziła również tym, że napisała szereg medytacji na dni ich liturgicznych wspomnień . I w ten sposób pragnęła przekazać swym siostrom to, czym sama żyła – miłość do tych bohaterów wiary. 

Każda nowa beatyfikacja i kanonizacja sprawiała jej wielką radość, bo przymnażała kolejnych orędowników u tronu Boga. Jeśli tylko mogła, starała się brać udział w tych uroczystościach, czego liczne świadectwa znajdujemy w Historii Kongregacji i Kronice Zgromadzenia: „Mogłam już myśleć o powrocie, postanowiłam jednak jeszcze zostać do 13 czerwca [1920], bo tego dnia miała się odbyć beatyfikacja urszulanek, męczenniczek z Cambrai” . „Dowiedziałyśmy się, że 17 kwietnia [1938], w dzień Wielkanocy, odbędzie się kanonizacja bł. Andrzeja Boboli. Tak się z tego cieszę” . Pod datą 2 czerwca 1929 roku pisała o beatyfikacji ks. Jana Bosco: „2 czerwca na beatyfikacji księdza Bosco. Bazylika przepełniona. Entuzjazm, gdy pokazał się Ojciec Święty, nie do opisania”

Dwa tygodnie później, 16 czerwca, z wielką radością uczestniczyła  w beatyfikacji sł. Bożego o. Klaudiusza de la Colombière, gorliwego krzewiciela i nauczyciela kultu Najświętszego Serca Pana Jezusa. Jej radość była tym większa, że brała w niej udział, będąc blisko ojca świętego i swego brata Włodzimierza: „Szesnastego beatyfikacja błogosławionego ojca de  La Colombière. Miałam dwa bardzo dobre miejsca od ojców jezuitów na popołudniową ceremonię. Siedziałyśmy bliziutko ołtarza, za ojcem Włodziem. Można było i modlić się, i cieszyć się widokiem Ojca Świętego – i ja się cieszyłam, że blisko ojca Włodzia. Dostałyśmy, i siostra Zaborska, i ja, każda dużą książkę – żywot błogosławionego ojca de La Colombière” . Natomiast kanonizację św. Jana Bosko, dokonaną w kwietniu 1934 roku przez papieża Piusa XI, zrelacjonowała w słowach: „Pierwszego kwietnia – Wielkanoc. Rano udałyśmy się na plac Świętego Piotra. Ojciec Święty  w związku z kanonizacją św. Jana Bosco – dla ogromnej liczby pielgrzymów nie mieszczących się w bazylice św. Piotra – był na sedia gestatoria niesiony od Porta di Bronzo przez plac Świętego Piotra do bazyliki. Corteo szedł i szedł może ze trzy kwadranse. Gdy wnieśli duży obraz św. Jana Bosco, powstało ogromne poruszenie: Evviva! klaskanie w ręce. Nareszcie  il caro santo Padre – uśmiechnięty, błogosławiący na prawo i na lewo. Jakież to cudne! Wszystko doskonale widziałyśmy. Potem wróciłyśmy do domu  i przez radio słuchałyśmy Mszy Świętej celebrowanej przez Ojca Świętego.  Na czternastą poszłyśmy znów na plac Świętego Piotra na błogosławieństwo «urbi et orbi»

Równie gorąco kochała i czciła św. Anielę, założycielkę zgromadzenia urszulańskiego. Kult św. Anieli Merici Urszula wyniosła z klasztoru krakowskiego, a potem coraz bardziej go pogłębiała. Była zafascynowana szerokością jej spojrzenia, jej śmiałymi planami odrodzenia społeczeństwa, jej odwagą i bezgranicznym zaufaniem Bogu. Tę miłość do matki założycielki chciała przelać w serca sióstr, dla których sama stała się matką. W Dyrektorium zachęcała swe siostry: „Kochajcie dziecięcą miłością naszą Matkę  i Założycielkę, Świętą Anielę, starając się dobrze znać jej życie, jej zasady, jej rady, by do nich się stosować, by duch św. Anieli w nas żył” .  A w rozważaniach dla sióstr zapisała: „Tyś naszą Założycielką i dlatego musimy Ciebie kochać, o święta Anielo, naśladować Twoje życie i cnoty” . Przez jej wstawiennictwo prosiła Boga, aby w domach zgromadzenia urszulańskiego panowała miłość. „Święta nasza Matko i Założycielko, wyproś nam gorącą miłość siostrzaną!” . Będąc w Rzymie, zakupiła obrazki  i życiorys przybliżające postać tej świętej. „Nakupiłyśmy mnóstwo dużych  i małych obrazów św. Anieli i życie jej po francusku napisane” . Po przyjeździe do Pniew rozdawała je siostrom, sprawiając im tym radość . Wprowadziła także triduum przed uroczystością św. Anieli .

Podobnie jak jej siostra Maria Teresa, wielką miłością darzyła św. Piotra i św. Pawła. Przybywając do Rzymu, zawsze kierowała swe kroki do grobów tych świętych, powierzając im swoje troski. W Kronice Zgromadzenia znajduje się wiele zapisów potwierdzających jej niezwykłą cześć dla tych Książąt Kościoła. „W poniedziałek, 12 grudnia, rano Msza Święta u grobu św. Piotra, w podziemiach bazyliki św. Piotra” . „Na chwilkę do św. Piotra – hołd oddać św. Piotrowi, pomodlić się u grobu Piusa X i do domu” . „Pożegnałam św. Piotra – jemu powierzając dom w Rzymie” . „Dwudziestego ósmego  w Watykanie z prośbą o audiencję u Ojca Świętego. Potem u św. Piotra – właśnie było wystawienie, więc pomodliłam się tak serdecznie” .

Sama czciła św. Józefa i szerzyła w swoim zgromadzeniu cześć Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny. „Staram się zaprowadzić w naszych domach wielkie nabożeństwo do Świętego Józefa” . Św. Józef był otaczany przez matkę Urszulę szczególnym kultem. Od niego uczyła się głębokiej pokory, cichości i troski o sprawy Boże. W medytacjach dla sióstr napisała, że jego życie było takie proste, codzienne, szare, a jednak kryło w sobie ogromną potęgę miłości . Za wstawiennictwem św. Józefa prosiła dla siebie o łaskę miłości Boga i drugiego człowieka, która przejawia się w czynie, a nie w samym tylko uczuciu: „Święty Józefie, naucz mnie mą miłość ku Boskiemu Sercu okazywać czynem – czynem miłości, usłużności, dobroci dla moich bliźnich, dla moich sióstr, w których chcę kochać Ciebie, Ciebie zawsze i jedynie!”

Gdy tylko w czasie swych rozlicznych podróży miała możliwość, odwiedzała miejsca związane z życiem świętych i błogosławionych. O tym, jak bardzo matka Urszula ceniła sobie odwiedziny tych miejsc, świadczą jej słowa zapisane po wycieczce w rodzinne strony św. Brygidy oraz jej córki, św. Katarzyny. Wycieczkę do Vadsteny, odbytą w maju 1916 roku z dziewczętami z Instytutu Języków w Djurshlomie, zakończyła stwierdzeniem: „Nazajutrz wróciłyśmy do Djursholmu. Panny zachwycone. Ta wycieczka na długo w pamięci im i mnie zostanie. Wielka to rzecz spotkać się z pamiątkami po świętych!”

Dnia 7 maja 1930 roku z siostrą asystentką, dziećmi oraz ich opiekunką odwiedziła Asyż, gdzie modliła się o ducha ubóstwa, pokory, pokuty  i miłości do Chrystusa Ukrzyżowanego dla założonego przez siebie zgromadzenia. Zapoznała się z licznymi pamiątkami z czasów św. Franciszka. Obszerny opis tej dwudniowej wizyty u Biedaczyny z Asyżu pozostawiła na kartach kroniki. W mieście św. Franciszka zafascynowały ją piękno, prostota, pokój i ubóstwo. Tego więc Świętego prosiła o wspomniane łaski: „Siódmego maja z dziećmi, z siostrą asystentką Zaborską i siostrą Dzieduszycką pojechałyśmy do Asyżu. Tam poszłyśmy najprzód do Porcjunkuli – maleńkiego kościółka w wielkim kościele. Św. Franciszek własnoręcznie ten maleńki kościółek restaurował. Dokoła były chatki – jego i towarzyszów. Kiedyś rzucił się, ulegając pokusie scoraggiamento, w krzaki rosnących tam róż ciernistych, a z cierni wyrosły róże. Dotychczas róże te cierni nie mają. Gdy róże te św. Franciszek zaniósł Ojcu Świętemu, udzielił Ojciec Święty odpustu Porcjunkuli. Tu pokazują miejsce, gdzie św. Franciszek spożył obiad ze św. Klarą, a także miejsce, gdzie zmarł. Ślicznie tu! Trafiłyśmy na sumę. 

Potem pojechałyśmy do klasztoru S. Quirino, gdzie zjadłyśmy obiad, obejrzałyśmy pokoje i poszłyśmy do kościoła San Francesco. Nie piszę  o pięknościach tego trzypoziomowego kościoła ani o freskach Cimabue, Giotta itd. Długo modliłam się przy grobie św. Franciszka za całe Zgromadzenie, aby i nam wyprosił on ducha ubóstwa, pokory i pokuty, miłości do Ukrzyżowanego.   

Potem pojechałyśmy do Carceri. Droga śliczna – cały czas pnie się pod górę wzdłuż spadzistego stoku. Nareszcie Carceri – biedny klasztorek  z kaplicą, gdzie św. Franciszek się modlił. Tam krzyż św. Franciszka, tam groty, w których bogobojni bracia oddawali się medytacjom. To wszystko w otoczeniu przecudnej przyrody tak podnosi myśli do Boga, tak wzbudza pragnienie oddalenia się od trosk świata, by żyć tylko dla Boga! Dobry ojciec Damian nas oprowadzał – taki dobry, serdeczny, prawdziwy syn  św. Franciszka. Szkoda, że trzeba było wrócić! 

Nazajutrz leje. Smutno! Byłyśmy na Mszy Świętej i u Komunii Świętej w kościele św. Franciszka. Po śniadaniu u Klary. Tam krzyż, który do św. Franciszka przemówił, tam ciało św. Klary oraz różne relikwie i pamiątki z tamtych błogosławionych czasów. Potem – w kościele wybudowanym na miejscu, gdzie był dom rodzinny Franciszka i gdzie święty spędził dzieciństwo i młodość. Wreszcie u św. Damiana – biedniusieńki kościółek, odrestaurowany również przez św. Franciszka i przekazany wraz z biednym klasztorkiem św. Klarze i jej zgromadzeniu. Teraz są tam bracia franciszkanie. Ubóstwo, jakie tu panowało, ściśle zachowane – biedny refektarz, chór… To najbardziej przemawia do duszy i zachwyca”

Czciła też św. Stanisława Kostkę, biorąc udział w różnych nabożeństwach z licznym udziałem Polaków w kościele św. Andrzeja na Kwirynale. „Rano Msza Święta przy grobie św. Stanisława za chłopców i nowicjat. Byłyśmy potem z ojcem Ziemskim w pokoju, gdzie umarł św. Stanisław, gdzie ten cudowny jego posąg” . Równie uroczyście oddawała mu cześć w domu zgromadzenia w Pniewach. „Trzynastego święto św. Stanisława Kostki, w tym roku uroczyście obchodzone z powodu 200-letniej rocznicy jego kanonizacji. Msza Święta z pieśniami o św. Stanisławie”

Była także gorącą czcicielką rodaka – bł. Szymona z Lipnicy, o czym świadczy m.in. fakt, że obrazek tego błogosławionego miała w swoim modlitewniku. Obecnie ten obrazek znajduje się w domu macierzystym  w Pniewach wśród pamiątek po matce założycielce . Gdy w 1935 roku  w związku z budową ochronki przybyła w rodzinne strony, miejscowe społeczeństwo zgotowało jej na rynku uroczyste, owacyjne powitanie. Wtedy właśnie wyznała, że z natchnienia Szymona z Lipnicy przybywa, aby z siostrami podjąć tu pracę. Ówczesny wójt Lipnicy, Stanisław Piotrowski, wspominając to wydarzenie, zapisał:„«Matuchna» (tak ją popularnie zwano) oświadczyła: «Macie Orędownika u tronu Najwyższego, Waszego Rodaka, Błogosławionego Szymona, z Jego natchnienia tu przybywamy, by pracować wśród Was i ufamy, że praca ta wyda najlepsze plony»” . Warto wspomnieć, że pragnienie matki założycielki spełniło się. Siostry Urszulanki Serca Jezusa Konającego przybyły do Lipnicy w 1939 roku i do dziś ofiarnie pracują w rodzinnej miejscowości św. Urszuli, a ich praca wydaje obfite plony. 

W swojej pracy wychowawczej zachęcała wychowanków do naśladowania świętych. Odwoływała się do przykładów polskich świętych, szczególnie św. Stanisława Kostki i św. Jadwigi Królowej

Czytanie religijnych książek było jej codziennym zajęciem. Spośród ksiąg o Bogu i Jego świętych najbardziej jednak kochała Pismo Święte.  To wyjątkowe ukochanie natchnionej księgi Bożej to zapewne dziedzictwo wyniesione z rodzinnego domu. Siostry urszulanki, które patrzyły na jej świątobliwe życie, pozostawiły szereg świadectw o umiłowaniu Ewangelii, propagowaniu jej oraz zachętach, dawanych przez matkę, do codziennego życia Ewangelią. Siostra Aniela Łozińska napisała we wspomnieniach: „Matka kochała bardzo Ewangelię, z którą się nigdy nie rozstawała. Sama czytała ją często i znała dobrze, na niej oparte są nasze medytacje na każdy dzień roku, które dla nas napisała. I nas zachęcała Matka do umiłowania Pisma Świętego, dając Ewangelię każdej siostrze na początku jej życia zakonnego” . Siostra Edwarda Wojno wyznała w swoich wspomnieniach: „Miała wielki szacunek do Pisma Świętego. Wszystkie rozmyślania przez nią ułożone oparte są o Ewangelie. Dla szerzenia Ewangelii Matka drukowała wyjątki z Pisma Świętego – dla zachęcenia do życia według niego” . Siostra Urszula Górska zaświadczyła, że matka Urszula niekiedy sama czytała i komentowała perykopy ewangeliczne swoim siostrom, zachęcając je do życia Ewangelią: „Innym razem, w dniu św. Ignacego Antiocheńskiego (wtedy był to 1 lutego), przeczytała nam Matka lekcję mszalną z Listu św. Pawła do Rzymian (8,35-39), zaczynającą się od słów: «Bracia, któż nas odłączy od miłości Chrystusowej…». Komentowała ten tekst jako program życia dla każdej z nas i na każdą sytuację życiową, choćby najtrudniejszą. Poleciła nam nauczyć się lekcji tej na pamięć, aby w chwilach trudnych słowa Apostoła były nam umocnieniem i drogowskazem”

Niezbitym dowodem jej ogromnego umiłowania Ewangelii świętej są słowa, które napisała w rozważaniach ewangelicznych, będących zbiorem jej bardzo osobistych modlitw: „Jezu, niech Ewangelia Twoja staje się dla mnie drogowskazem, wierną przyjaciółką każdego dnia, światłością rozpraszającą cienie zwątpienia, smutku, pokus i śmierci. 

Panie, często, bardzo często przeczytam sobie choć stroniczkę Ewangelii. 
Niech nie będzie dla mnie piękniejszej książki nad Ciebie, Ewangelio moja”

Ewangelię dawała także chłopcom, którzy przejawiali powołanie kapłańskie, i których umieszczała w różnych, niższych czy wyższych, seminariach duchownych. Podkreślała mocno, że Ewangelia powinna także być przyjacielem tych, którzy wchodzą w życie rodzinne. Osoby zawierające związki małżeńskie również powinny postarać się o tę świętą księgę .  Ks. Jan Zieja do tego obrazu dodaje jeszcze jeden szczegół. „Żywiła wielką cześć dla ksiąg Pisma Świętego, a zwłaszcza dla Ewangelii, z którą się nigdy nie rozstawała. Na zjazdach inteligencji katolickiej gorąco zachęcała uczestników do codziennego czytania i rozważania Ewangelii. Słyszałem, jak mówiła: «Gdy się czyta Ewangelię po raz pierwszy lub drugi, wydaje się ona dla nas trudna, a gdy się czyta po raz pięćdziesiąty drugi, to nie można się od jej czytania oderwać»” . 

Zachęcała innych do tego, co było stałą praktyką jej życia. Urszula nie tylko znała i kochała Księgę Życia, ale miłości do Ewangelii uczyła swe wychowanki. Pod koniec życia, w czerwcu 1937 roku, w duchowej stolicy Polski, Częstochowie, wygłosiła konferencję na temat czytania i rozważania Ewangelii. Wspomina o tym w Kronice Zgromadzenia: „Drugiego o szóstej na Mszy świętej i u Komunii świętej w kaplicy Matki Boskiej. O godzinie 10.30 na krużgankach ludzi pełno – miałam konferencję o potrzebie czytania i rozważania Ewangelii. Potem rozdawane były książeczki malutkie, które dla ziemiaństwa kazałam u nas wydrukować: W promieniach Jasnej Góry – wyłącznie słowa Pana Jezusa, raczej rodzaj rachunku sumienia. Bardzo chętnie te książeczki – naturalnie wręczane darmo – były przyjęte” . Umiłowanie Pisma Świętego w jej życiu było tak wielkie, że umierała ze słowami psalmu na ustach. „[…] W ostatnim dniu choroby słyszałem jak szeptała: «Spiritum Sanctum tuum ne auferas a me, Domine!» – zaświadczył obecny przy jej śmierci brat Włodzimierz. 

Nie bez znaczenia dla umiłowania świętych i błogosławionych była znajomość czy też okazjonalne spotkania matki Urszuli Ledóchowskiej  z licznym zastępem ludzi świątobliwych, żyjących na przełomie dziewiętnastego i dwudziestego wieku. Byli wśród nich m.in.: Pius X, Jerzy Matulewicz, rodzona siostra – Maria Teresa Ledóchowska, rodzony brat – Włodzimierz Ledóchowski, Jan Baptysta Cieplak, Wojciech Owczarek, Kazimierz  Rolewski, Elżbieta Róża Czacka, Władysław Korniłowicz, Zygmunt Łoziński, Aleksander Żychliński, Michał Sopoćko, Andrzej Roman Szeptycki, Jan Zieja . Wiele z tych wymienionych osób cieszy się już chwałą ołtarzy, innym zaś, z racji rozpoczęcia procesu informacyjnego, przysługuje tytuł sług Bożych. Zachowały się pewne fragmenty relacji ze spotkań z tymi ludźmi. Zawsze wywierały na niej wielkie wrażenie. Matka Urszula niekiedy po wielu latach wracała do nich myślą i sercem. Tak było w przypadku spotkań ze świątobliwym biskupem Łozińskim, o czym wspominała: „Wkrótce po naszym powrocie – po sześcioletnim wygnaniu w Skandynawii – […] do wolnej Polski, śp. ks. bp Łoziński, ordynariusz diecezji pińskiej, prosił mnie o to, bym w jego diecezji otworzyła domy. Tyle razy mnie o to prosił, nalegał i jakoś nigdy nie doszło to do skutku. […] Dopiero po jego śmierci zaczęła się praca na Polesiu i coraz bardziej się rozszerza. […] Mam przed sobą kilka nowych fundacji na Polesiu i wierzę, że przyczyną tego rozwoju tamtejszej pracy jest orędownictwo u Boga śp. ks. biskupa Łozińskiego, którego grób otaczają ze czcią należną świętym, modląc się tam i wypraszając sobie łaski. Mówi się nawet o cudach, jakie się za jego wstawiennictwem dzieją”

Niezwykle owocne dla niej były spotkania z bratem Włodzimierzem, generałem jezuitów. Ilekroć przybywała do Wiecznego Miasta, zawsze go odwiedzała. W Historii Kongregacji i Kronice Zgromadzenia pozostawiła wiele świadectw o spotkaniach ze świątobliwym bratem, o jego dobroci, pomocy, światłych radach i modlitewnym wsparciu. Niekiedy korzystała  z jego posługi sakramentalnej, przystępując do sakramentu pokuty

Wyjątkowa więź miłości i modlitwy łączyła ją z ojcem świętym Piusem X. To z jego błogosławieństwem udała się do pracy w dalekim Petersburgu. Gdy tylko mogła, przybywała do Rzymu na audiencje do tego Namiestnika Chrystusa. Podczas jednej z prywatnych audiencji, która miała miejsce 6 maja 1910 roku, papież sam zaproponował jej swoistą umowę – wzajemną modlitwę u stóp Najświętszego Sakramentu. Matka Urszula szczegóły tej niezwykłej audiencji opisała w Historii Kongregacji: „Po ucałowaniu jego rąk kazał mi usiąść. Mówiłam o pracy naszej w Rosji. Na koniec zwrócił się do mnie: «A teraz zawrzemy między sobą umowę: będziemy się spotykać każdego dnia o oznaczonej godzinie u stóp Jezusa. Zrobiłem już intencję i ponawiam ją jeszcze, aby modlić się za was i za wasze dzieła co dzień podczas Mszy świętej, a matka ze swymi siostrami niech się modli za mnie przed tabernakulum, w czasie Mszy świętej po Komunii świętej»” .

„Zaraz uklękłam przed Ojcem Świętym wzruszona, rozradowana. Nie wiedziałam, co robię. Wstałam, pobiegłam do siostry Zaborskiej, by i ona usłyszała te piękne słowa; tylko szkoda, że je przerwałam, ale to był głos serca, co chciało dzielić swe szczęście z wierną, oddaną sobie duszą. Powiedziałam, że modlimy się, modlić się będziemy bardzo. Wstał, podszedł do szafki przy biurku, wyjął biały różaniec i dał mi go, potem medaliki dla mej siostry, siostry Zaborskiej i dla mnie. Wróciłyśmy uszczęśliwione. Słowa Ojca Świętego wryły mi się w pamięć. Jakie szczęście móc sobie powiedzieć: Ojciec Święty modli się za nas! 

Raz jeszcze byłam u Ojca Świętego z moją siostrą. Mówiłam o stosunkach w Petersburgu. Pobłogosławił. Trzeba było znowu na długo pożegnać tego świętego papieża” . Świadomość tego, że codziennie za nią modli się sam ojciec święty, była dla niej siłą i pociechą w trudnym czasie prześladowań, których doznawała w czasie swojego pobytu w stolicy carów. Do tego wyjątkowego wydarzenia w życiu matka Urszula wielokrotnie powracała w swojej korespondencji z siostrą Marią Teresą. Zaledwie cztery dni po tej niezwykłej audiencji napisała do siostry: „Myślę wiele o Ojcu Świętym i bardzo się za niego modlę. Od ostatniego z nim spotkania nie opuszcza mnie wrażenie, że dusza moja przywarła do niego jak bluszcz do dębu. Jestem pewna, że z jego duszy czerpię moc nadprzyrodzoną. W tym źródło mej radości i pociechy. Kiedy pójdziesz do Ojca Świętego, przekaż mu list z wyrazami mojej wdzięczności. Pragnęłabym, aby wiedział, co uczynił dla mnie podczas rozmowy, choć ja zrozumiałam to dopiero później” .  W innym liście z wielką radością pisała siostrze przebywającej w Rzymie: „Otrzymałam Twój liścik z Rzymu. […] Nie masz pojęcia, jak byłam szczęśliwa, czytając słowa Ojca Świętego, którego kocham i czczę bardzo. Wydaje mi się, że to sam Chrystus zwraca się do mnie za pośrednictwem Ojca Świętego. Jeśli pójdziesz do niego, przekaż mu całą mą wdzięczność, miłość i przywiązanie. Jego pamięć o mnie podtrzymuje w trudach, jest mą pociechą i radością. Modlę się za niego, myślę o nim. On jest dla mnie jakby wysłannikiem bezpośrednim Chrystusa. Zjednoczona z nim jestem  u stóp Jezusa. Chciałabym, aby Ojciec Święty choć trochę wiedział, kim jest on dla mnie” . Zachował się także jej osobisty list do papieża Piusa X  z 17 stycznia 1911 roku, w którym pisała o swej modlitewnej jedności z następcą Świętego Piotra: „Modlę się codziennie za Ojca Świętego i coraz więcej cenię sobie naszą umowę i różaniec, który dał mi Ojciec Święty. Jest on zawsze przy mnie, to mój najdroższy przyjaciel, a gdy jestem udręczona, pociesza mnie myśl, że Ojciec Święty modli się za mnie każdego dnia i że w listopadzie tego roku pojadę do Rzymu…” . Temu zapewnieniu o modlitewnej pamięci towarzyszyła również skarga, tak typowa dla świętych: „Ojcze Święty, chciałabym bardzo być święta, kochać Boga z całego serca  i modlić się jak święci – lecz nie potrafię, jestem zbyt słaba!” . Ojciec święty Pius X 7 lutego 1911 roku odpisał Matce Urszuli, udzielając jej zarazem swego błogosławieństwa: „Niech Pan umocni umiłowaną córkę, matkę Urszulę, w obecnych trudnościach; niech ufa Opatrzności, która zawsze przybędzie jej z pomocą – nawet w największych strapieniach. W tym celu udzielam Jej z serca Apostolskiego Błogosławieństwa” . Ten kolejny papieski gest dobroci bardzo ją pokrzepił, kiedy na skutek rosyjskich prześladowań była zmuszona usunąć Najświętszy Sakrament z kaplicy w Petersburgu i Merentähti. Z bólem pisała wtedy do siostry Marii Teresy: „Przychodzą chwile, gdy mam ochotę wszystko rzucić, wszystko zostawić, wrócić do Krakowa. Tęsknię za odrobiną spokoju, za atmosferą duchową, wypoczynkiem. Nieraz wydaje mi się, że Bóg nie chce tego dzieła, skoro zsyła tyle trudności. A potem znów mówię sobie, że skoro Ojciec Święty jest ze mnie i z mojej pracy zadowolony, trzeba wytrwać w znoju i trudzie aż do ostatniego tchnienia. To na pewno niewygodne, ale to życie chrześcijańskie, życie Jezusa na drodze krzyżowej”

Urszula była przekonana o świętości papieża Piusa X. Pisała o tym do Marii Teresy w liście zapowiadającym jej przyjazd do Rzymu: „Muszę koniecznie spotkać się z Tobą, O. Włodzimierzem i Ojcem Świętym. Z radością myślę o nim. Jezus w niebie, on na ziemi – widzialny pośrednik między Bogiem i biednym robaczkiem. Kiedy się modlę, powtarzam Panu Jezusowi, że znajduję się u stóp Ojca Świętego – a zatem Bóg mnie łatwiej wysłucha, bo nasz Ojciec Święty jest naprawdę święty”

Nic więc dziwnego, że wychowywana w takiej atmosferze umiłowania świętych Urszula pojmowała ich jako przyjaciół, którzy pomagają osiągnąć ostateczny cel – zbawienie wieczne. Ukazywała rolę, jaką kanonizowani święci odgrywają w doczesnym życiu ludzi. Nie domyślając się nawet, że  i jej w przyszłości przypadnie taka rola, pisała: „Zawiązuje się święta przyjaźń pomiędzy nową świętą, a niezliczoną liczbą dusz na ziemi, które zanoszą swe prośby, swe troski… Święty to przyjaciel, pocieszyciel, to brat kochający, odczuwa nasze biedy, troski, modli się za nas, pragnie dobra i naszego szczęścia” . Zachęcała do podejmowania starań o osobistą świętość przez wzorowe spełnianie codziennych obowiązków: „[…] Potrzeba nam wpatrywać się w życie świętych, którzy prowadzili życie podobne do naszego, nie różniące się od naszego żadną nadzwyczajnością, spełniając –  a jest to cechą ich świętości – najzwyczajniejsze małe obowiązki z miłością nadzwyczajną, gorącością nadprzyrodzoną” . Tę świętość rozumiała również jako ofiarę, trud, wyrzeczenie, co potwierdza jej wypowiedź: „Chciejmy świętości, ale tej świętości, do której droga prowadzi przez ofiarę, przez walkę i trud” . Była przekonana, że nie ma na ziemi nic ważniejszego  i większego, jak dążenie do osobistej świętości, która człowieka czyni wiecznym i wielkim przed Bogiem. W związku z kanonizacją św. Bernadetty Soubirous w 1933 roku napisała: „Kanonizacja to największa ceremonia w Kościele katolickim, to wzlot biednych wygnańców tej ziemi do jasnych krain wiecznej chwały, wiecznego szczęścia, to spotkanie się ziemi z niebem. Chwilowe zapomnienie o troskach doczesnych, które maleją, znikają wobec chwały niebieskiej, rzucającej cudowny blask na postać Zastępcy Chrystusa. On to na mocy udzielonej mu przez Chrystusa Pana nieomylności w rzeczach wiary wpisuje w poczet świętych duszę, która niegdyś żyła, tak jak my, na tym padole łez, walczyła i więcej od nas cierpiała – a teraz odpoczywa w Bogu, w zachwycie miłości, na wieki. 

Kanonizacja daje najwyraźniejszy dowód, że nic większego nie ma na ziemi i niebie jak świętość. Ona tylko czyni człowieka prawdziwie wielkim i wiecznym. Nawet tutaj, na ziemi, bo utrwala jego pamięć, aż do dnia, kiedy słońce się zaćmi i gwiazdy zaczną spadać, i ziemia nasza zatrzęsie się  w swoich fundamentach, i jako mieszkanie rodu ludzkiego istnieć przestanie.

Przeminęli wielcy zdobywcy świata, wielcy artyści, poeci, uczeni, ich imiona zapisano w mądrych księgach, są uwiecznione na arcydziełach, ale w tym wszystkim nie ma nici miłości, łączącej ich z sercami biednych pielgrzymów ziemskich. Nie ma słodkiego stosunku serca do serca pomiędzy tymi wielkimi duchami a cierpiącymi dziećmi Ewy. Są oni bezsilni wobec nas – pomagać nie mogą. 

Inaczej święty. On może nie był ani wielkim, ani uczonym, artystą ani zdobywcą świata – może był mały, nędzny, prześladowany, ale był święty…. Dlatego Kościół wyznaczył mu miejsce u stóp Bożego tronu, w przybytkach wiecznej chwały i od razu rozpoczyna się stosunek świętej przyjaźni między duszą tam, w górze, a duszami wielkich i małych, uczonych, prostaczków, świętych i grzesznych – tutaj, na ziemi” . Jakże te słowa o świętości i wstawiennictwie świętych spełniły się w życiu św. Urszuli.   

4. Kult świętych w życiu pozostałego rodzeństwa 

Nie tylko bł. Maria Teresa i św. Urszula odznaczały się wielkim umiłowaniem świętych. W rodzinie Józefiny i Antoniego Ledóchowskich również pozostałe dzieci wyróżniały się kultem świętych. Ernestyna, będąca osobą świecką, oddawała szczególną cześć św. Józefowi, Opiekunowi Syna Bożego, o czym pozostawiła świadectwo jej siostrzenica, s. Izabela  Ledóchowska. W związku ze śmiercią cioci Ernestyny napisała w liście do swej matki: „Byłyśmy właśnie z Sefiną razem, wracając z bazyliki św. Piotra, gdy św. Józef, którego tak kochała, zabierał ją do lepszego życia. To takie ładne, bo ciocia miała takie nabożeństwo do św. Józefa” . O tym wyjątkowym kulcie Ernestyny do św. Józefa wspomina również siostra, Franciszka, prosząc listownie znajomego kapłana o Mszę św. w intencji Zmarłej: „Przewielebny, dobry, kochany Ojcze! […] Mam wielką prośbę!  19 marca druga rocznica śmierci mojej Siostry Ernestyny – była z rzędu po ojcu Włodzimierzu. Umarła świątobliwie w Zakładzie S.S. Pflegeheim  w Sierning – Górna Austria. Jej wielkie nabożeństwo do św. Józefa zjednało Ją wielkim przywilejem. Otóż tu nie mogę doprosić się o Mszę Świętą za jej duszę, bo nie mają wolnego dnia. Pisałam też do mojej córki Urszulanki do Rzymu, prosząc też, by postarała się o Mszę św. za Ciocię. Może dobry Ojciec mógłby bez trudności mojej prośbie zadośćuczynić, by jeden z księży w intencji Ernestyny Mszę św. ofiarował”

Włodzimierz Ledóchowski osobliwie czcił Najświętszą Maryję Pannę, św. Józefa, św. Stanisława Kostkę, św. Jana Berchmansa, a po wstąpieniu do zakonu Jezuitów św. Ignacego Loyolę, założyciela zakonu oraz świętych Towarzystwa Jezusowego . W jego notatkach rekolekcyjnych z maja 1887 roku i grudnia 1888 roku daje się łatwo zauważyć cześć do św. Józefa,  św. Ignacego, św. Franciszka, św. Stanisława i Najświętszej Maryi Panny. Włodzimierz wyrażał ją wielokrotnie w krótkich prośbach modlitewnych kierowanych do tych świętych. Wezwania te widnieją zarówno na początku, jak i na końcu jego rekolekcyjnych notatek . Cześć i miłość do najświętszych osób uwidoczniła się również w ostatnich chwilach jego życia. W pisemnej relacji o chorobie, śmierci i pogrzebie generała jezuitów, rozesłanej do wszystkich domów zgromadzenia, czytamy, że w chwili agonii powtarzał święte imiona: Jezus, Maria, Józef, podawane przez asystujących przy jego śmierci ojców

W 1908 roku zamówił we Włoszech figurę św. Józefa do nowej kaplicy konwiktowej słynnego zakładu wychowawczego w Chyrowie . Pod koniec listopada 1908 roku w „Giornale d’Italia” ukazała się notatka prasowa na temat tej marmurowej figury św. Józefa z Bożym Dzieciątkiem  pt. Nowe dzieło sztuki rzeźbiarza Aureliego, wykonanej do ołtarza głównego chyrowskiej kaplicy

O wierze we wstawiennictwo św. Stanisława Kostki świadczą m.in. jego słowa napisane w liście do Wacława Zaleskiego, właściciela kilku posiadłości ziemskich w powiecie skałackim na Ukrainie, który 22 listopada 1911 roku został ministrem skarbu w rządzie austro-węgierskim: „Ekcselencyo! Dowiedziawszy się o nowym dowodzie wielkiej życzliwości, jaką Ekscelencya nam dał w sprawie dawnego naszego kolegium lwowskiego, chciałem i ja złożyć Ekscelencyi najserdeczniejsze podziękowania. W czasie nowenny do św. Stanisława Kostki odprawię nad grobem Świętego mszę św. za Waszą Ekscelencyę i całą Jego rodzinę. Niech św. ów Młodzieniaszek, któremu Sobieski przypisywał wielkie swoje zwycięstwa, wyprosi Ekscelencyi łask najobfitszych i dopomoże w walkach i pracach ciężkich dla dobrej sprawy na chwałę Bożą podjętych! Waszej Ekscelencyi  z najgłębszą czcią oddany Wł. Ledóchowski T.J.”

W 1935 roku z jego inicjatywy ufundowano kaplicę na cześć założyciela zakonu jezuitów w kościele Sacre Coeur w Paryżu. W ten sposób  o. generał uczcił czterechsetną rocznicę pobytu Ignacego Loyoli w Paryżu,  w czasie jego studiów trwających od lutego 1528 do kwietnia 1535 roku.  O tym wydarzeniu również informowała współczesna prasa: „[…] Kościół Sacre Coeur w Paryżu, piętrzący się wysoko nad Paryżem, na szczycie Montmartu, obchodził ostatnio dwie ceremonie. Pierwsza to uroczyste poświęcenie przez ks. Kardynała Verdier nowych dzwonów w obecności portugalskiej rodziny królewskiej. […] Druga ceremonia, to inauguracja kaplicy na cześć św. Ignacego z Loyoli, wybudowanej z inicjatywy O. W. Ledóchowskiego, generała zakonu Jezuitów. Bawiąc w Paryżu zimą 1928 roku, gen. O. Ledóchowski zdziwił się brakiem jakiegokolwiek upamiętnienia w Sacre Coeur założyciela zakonu. W sześć lat później zadość stało się jego inicjatywie. Założenie tej kaplicy odpowiada zarazem czterystoleciu  św. Ignacego z Loyoli, który był oficerem, lecz po bitwie pod Pampeluną, gdzie został ranny, porzucił szablę dla różańca, z chęcią służenia wyłącznie w obronie wiary…”

Wielką czcią otaczał bł. Szymona z Lipnicy, który za miłość bliźniego zapłacił własnym życiem. O tej wielkiej czci do patrona miejscowości,  w której sam mieszkał przez kilka lat, świadczą jego listy do siostry Franciszki oraz brata Ignacego. Mieszkającej w Lipnicy Franciszce tak się zwierzał, zapewniając ją o modlitwie za jej dwóch synów – Antoniego i Mieczysława: „Jedno, co czynię, to codziennie proszę bł. Szymona z Lipnicy, aby ich obu Boskiemu Sercu polecał” . A w liście do brata Ignacego, napisanym zaledwie trzy dni przed śmiercią, wyraził pragnienie: „Najukochańszy Bracie, najlepsze podziękowanie za 17./XI (to jest za otrzymany list z tej daty). Niech Bóg błogosławi Wam wszystkim Kochanym. 

Do zobaczenia w niebie. Oby Błogosławiony Szymon z Lipnicy ludzi, miasto i kraj wciąż polecał Boskiemu Sercu. Do zobaczenia w niebie.  W najserdeczniejszej miłości. Włodzimierz S.J.”

Przysyłał siostrze z Rzymu obrazki nowych świętych. „Z gazet z pewnością już się dowiedziałaś, że 29 czerwca – 8 męczenników kanadyjskich  i błog. Kard. Bellarmin – wszyscy członkowie naszego Towarzystwa zostali kanonizowani. Korzystam z tej sposobności, by przysłać Wam obrazki naszych nowych Świętych i osobno obrazki św. Ignacego, którego niegodnym następcą jestem dla dzieci” . Miał także zwyczaj darowania swoim bliskim relikwii świętych i błogosławionych. W Kronice Zgromadzenia Urszula zanotowała: „Trzydziestego rano Msza Święta pożegnalna u Matki Boskiej della Strada, potem do ojca Włodzia. Ofiarował mi relikwie błogosławionego ojca de la Colombière i jego medal w étui – i był strasznie kochany i dobry”

Siostrze Franciszce, która w 1938 roku przybyła w pielgrzymce do Rzymu na kanonizację św. Andrzeja Boboli i po 34 latach spotkała się  z bratem, także ofiarował obrazek i relikwie nowego świętego. Bezpośrednio po tej uroczystości pisał do niej: „[…] Tak mi żal, że nie mogłem zobaczyć Cię drugi raz, choć Cię widziałem u Świętego Piotra. Zasyłam Ci obrazek i relikwie naszego Świętego. Ufam, że nam w całej Polsce będzie potężnym opiekunem w niebie. Bóg z Tobą…” . Obszerny opis tej kanonizacji i przeżyć z nią związanych pozostawiła na kartach swej kroniki Urszula, która również gościła siostrę Franciszkę w domu swego zgromadzenia zakonnego w Rzymie przy ulicy Via di Bulgaria: „Siedemnastego kwietnia – wielki dzień kanonizacji św. Andrzeja Boboli. W naszej kaplicy cztery Msze Święte od piątej począwszy. O siódmej pogoń za autem i do św. Piotra. Na trybunach były: Fanni z siostrą Ledóchowską, […] siostra asystentka i ja. […] Straszny napływ ludności – samych Polaków osiem tysięcy! Około 9.30, a może trochę wcześniej, zaczęła się procesja. Wniesiono wielkie chorągwie z wizerunkami nowych świętych. Oklaskiwano ich entuzjastycznie. Widok śliczny, wzruszający! Potem Polacy zaśpiewali Boże, coś Polskę – po raz pierwszy w Bazylice św. Piotra rozległ się nasz hymn. Potem śpiewano pieśni włoskie, ale to już nie było to, oj nie! Śpiewałam, jak mogłam, i łzy leciały – takie to było wzniosłe, drogie: Boże, coś Polskę!   

Potem zatrąbiły srebrne trąbki i w głębi św. Piotra ukazał się Papież na sedia gestatoria, poprzedzony wielką liczbą kardynałów i biskupów. Postać biała, chuda, nikła, a taka wielka! Ojciec Święty błogosławił na prawo i lewo wśród niewypowiedzianego entuzjazmu tłumu. Zszedł z sedii, usiadł na tronie. Widać, że słaby – nie wstawał, tylko z tronu ceremonie prowadzi  i hołd kardynałów i biskupów, potem ceremonia kanonizacji, litania do Wszystkich Świętych, Veni Creator i wreszcie dekret kanonizacyjny –  infallibilit del Papa – i już mamy naszego nowego świętego Patrona, Andrzeja Bobolę. Uroczyste Te Deum, Msza Święta, którą, odprawił ksiądz kardynał Granito di Belmonte. Podniesienie – cisza, tylko słodkie tony organów podnoszące dusze za Hostią świętą ku niebu. I już wkrótce Ojciec Święty opuszcza świątynię wśród oklasków tłumu. «Niech żyje Ojciec święty» – wołają Polacy zgromadzeni naprzeciwko konfesji. Ojciec Święty każe zatrzymać się i błogosławi tysiącom pielgrzymów przybyłym z Polski. Polonia semper fidelis! Z siostrą asystentką pośpieszyłyśmy na plac. Takiego tłumu jak mówił Ojciec Święty później – jeszcze nigdy nie widział. Cały, dosłownie cały plac nabity – głowa przy głowie. Przecisnęłyśmy się do środka, ale tak na nas tłum napierał, że wycofałyśmy się na bok, gdzie trochę luźniej było. Nie za dobrze widziałyśmy Ojca Świętego, ale otrzymałyśmy błogosławieństwo «urbi et orbi» i powoli zabierałyśmy się do powrotu. […] I tak skończył się ten piękny dzień, a ja wśród tych uroczystości rozpoczęłam siedemdziesiąty czwarty rok życia”

Warto wspomnieć, że na prośbę Włodzimierza Ledóchowskiego papież Pius XI zezwolił, by relikwie św. Andrzeja Boboli zostały przekazane Polsce

Franciszka, dziedziczka Lipnicy, odznaczała się nabożeństwem do  bł. Szymona z Lipnicy i do patronów swoich rodziców: św. Józefa , patrona swej matki i św. Antoniego, patrona swego ojca. Ślady kultu bł. Szymona z Lipnicy można odnaleźć w jej listach do redaktora „Misji Katolickich”, o. Józefa Krzyszkowskiego, z którym przez wiele lat prowadziła ożywioną korespondencję . W 1932 roku w imieniu ks. proboszcza Józefa Kozieji zapraszała tego kapłana rodaka na jubileuszowe uroczystości ku czci bł. Szymona: „Tu 18 b.m. wielka uroczystość – 450. rocznica śmierci bł. Szymona. Wszyscy księża rodacy tutejsi mają być – tylko Jezuita miałby brakować! Jestem delegowana od Księdza Kanonika Kozieji prosić Ojca  o przyjazd i jego pomoc. […] Proszę Ojca uczcić Błogosławionego Rodaka na Chwałę Bożą!” . Posyłała również znajomym kapłanom pocztówki  z wizerunkiem bł. Szymona z Lipnicy oraz widokiem kościółka, zbudowanego na miejscu jego rodzinnego domu, propagując i w ten sposób kult wielkiego Rodaka. 

O tym, jak głęboko wierzyła w orędownictwo bł. Szymona u tronu Boga, świadczą słowa, jakie zamieściła w liście do o. Józefa Krzyszkowskiego datowanym na 2 lutego 1933 roku, gdy z powodu zadłużenia rodzinnemu majątkowi w Lipnicy groziła licytacja: „Przede wszystkim bardzo za opłatek dziękuję – otrzymałam go przed odjazdem na Święta jeszcze na tej «szczęśliwej wyspie», ale zagrożonej jak wszystkie majątki. Nie, powiedzmy to głośno, bo nie mogę uwierzyć, by bł. Szymon do tego dopuścił! Na razie Kuratoria Ossol[ineum] temu winna. To, o czym się marzyło, jest teraz powodem trosk, ale może za zabiegami najlepszego brata Ignasia, przymusowego zarządcy, wszystko się poprawi” . Nie zawiodła się, gdyż wspólny wysiłek rodziny, podjęty dla ratowania zagrożonego majątku, wspierany żarliwą modlitwą do świętego Rodaka, powiódł się. Posiadłość rodzinna w Lipnicy została uratowana i pozostała w posiadaniu rodziny  Ledóchowskich, podczas gdy tak wiele majątków w tym czasie zostało zlicytowanych za długi. 

Należąc do trzeciego zakonu św. Franciszka, osobliwie czciła swego patrona. Jako tercjarka została pochowana w habicie trzeciego zakonu św. Franciszka  

5. Troska o beatyfikacje i kanonizacje osób zmarłych w opinii świętości 

Umiłowanie świętych, które wpoili dzieciom rodzice, przejawiało się także w tym, że zabiegały one o beatyfikacje i kanonizacje sług Bożych.  O. Włodzimierz sam nawet zbierał pamiątki po tych, którzy umierali w opinii świętości. W liście do prowincji nakazał im bardzo staranne przechowywanie wspomnień o ojcach i braciach zakonu jezuitów umierających w opinii świętości. Rezultatem tego listu były doniesienia o 55 świątobliwych ojcach i braciach. U początku jego generalskich rządów Towarzystwo Jezusowe szczyciło się 91 swymi członkami odbierającymi chwałę ołtarzy, zaś u końca w glorii świętości pozostawił 143 członków tego zakonu . Świadomy tego, jak wielkie znaczenie ma świadectwo dane o życiu drugiego człowieka, sam napisał wspomnienie o zmarłej w opinii świętości siostrze Urszuli, z którą łączyła go wyjątkowa więź miłości. We wspomnieniach zatytułowanych Najzupełniejsza zgoda z wolą Bożą pozostawił obraz cnót i świadectwo wyjątkowego wypełnienia woli Bożej w życiu i działalności swej siostry

Na prośbę prowincjała jezuitów, o. Władysława Lohna, wkrótce po śmierci brata generał Ignacy Ledóchowski napisał krótkie wspomnienie  o swoich rodzicach i bracie Włodzimierzu . Na podstawie telegramów, listów i różnych wiadomości, które zewsząd otrzymywała rodzina w Lipnicy, skompilował dokładną relację z ostatnich dni życia, choroby, śmierci i pogrzebu świątobliwego brata . Przesyłając listownie te dwa opracowania ojcu prowincjałowi mieszkającemu w Krakowie, napisał: „Lipnica koło Bochni,  d. 23./III 1943. Przewielebny Ojcze! Posyłam kochanemu Ojcu wspomnienia o moim najdroższym bracie. Wątpię, by one miały jakiekolwiek znaczenie  i nie miałbym odwagi je napisać, gdyby nie życzenie Ojca. Równocześnie przesyłam Przewielebnemu Ojcu zestawienie czasu choroby i ostatnich chwil mego brata. Proszę przyjąć, Przewielebny Ojcze, wyrazy mojego głębokiego szacunku i poważania. Szczerze oddany Ignacy Ledóchowski”

Matka Urszula usilnie zabiegała o kanonizację królowej Jadwigi. Cieszyła się z kanonizacji za jej życia Małgorzaty Marii Alacoque, Bernadetty Soubirous i Andrzeja Boboli. Gdy z powodu choroby nie mogła osobiście wziąć udziału w kanonizacji Bernadetty Soubirou, została obdarowana przez ojca świętego Piusa XI obrazem nowej świętej. Obraz ten zawiesiła później w swoim pokoju w Pniewach, gdzie znajduje się po dzień dzisiejszy . Dnia 2 VI 1929 roku brała udział w beatyfikacji ks. Jana Bosko, 1 IV 1934 roku w jego kanonizacji, a 17 IV 1938 roku – w uroczystości kanonizacji św. Andrzeja Boboli w Rzymie. Nie pominęła żadnej okazji, aby podzielić się w swoich listach czy artykułach refleksjami na temat świętych  i świętości . Po kanonizacji Andrzeja Boboli marzyła, by rozbudzić nabożeństwo do tego wielkiego Apostoła Polesia, dlatego nabyła w Janowie Poleskim ziemię zroszoną krwią tego męczennika i chciała tam zbudować dom pielgrzyma. W tej sprawie wygłosiła także odczyt radiowy, zachęcając do składania ofiar na ten cel. Biuro Projektów wykonało już szczegółowy projekt tego domu, ale w jego realizacji przeszkodziła II wojna światowa .  W dniu 9 grudnia 1937 roku w Rzymie wygłosiła odczyt pt. O kanonizację Królowej Jadwigi, w którym chciała spopularyzować postać Królowej. Mówiła wtedy: „Powstań, Jadwigo, już wybiła godzina, naród twój obudził się z letargu, woła do ciebie, pragnie cię otoczyć aureolą chwały, chce kroczyć promiennym szlakiem twej świętości! Powstań, Jadwigo! Ucz nas poświęcenia osobistego szczęścia dla dobra naszej Ojczyzny! […] Powstań, Jadwigo! Ucz nas wpatrywać się w przykłady twoich cnót i naśladować cię – będzie to najlepszą modlitwą o twą kanonizację!…” . Wiele uczyniła, aby Jadwiga została wyniesiona do chwały ołtarzy. Zainteresowała sprawą beatyfikacji wiele osób, między innymi biskupa krakowskiego Adama Sapiehę. Z jej inicjatywy powstał komitet, który zbierał podpisy i datki na cele związane z beatyfikacją. Urszula nie doczekała realizacji swoich pragnień, gdyż dopiero pontyfikat Jana Pawła II przyniósł Polsce upragnione przez cały naród wyniesienie Jadwigi na ołtarze . Papież Jan Paweł II 4 sierpnia 1986 roku w Rzymie zatwierdził deklarację Kongregacji do Spraw Kanonizacji Świętych głoszącą, że królowa Jadwiga w pełni osiągnęła cześć błogosławionej, a 8 czerwca 1997 roku w Krakowie dokonał jej kanonizacji. 

Franciszka, żyjąca najdłużej z rodzeństwa, pomagała w zbieraniu materiałów do procesów informacyjnych zmarłych w opinii świętości sióstr Marii Teresy i Urszuli oraz brata Włodzimierza. Chętnie też udostępniała archiwalia rodzinne i przekazywała ustną tradycję swego rodu, o czym m.in. świadczą słowa napisane w liście do o. Władysława Lohna, prowincjała jezuitów w Krakowie: „Ze mną ucieknie ostatnia ustna tradycja naszej rodziny – było mi przeznaczone popisać różne dzieła, pomiędzy którymi bardzo cenne, obszerne dzieło ks. Witolda Klimkiewicza – w dwóch tomach – «Młodość i kapłaństwo» naszego Stryja Kardynała Ledóchowskiego wydane w 1939 r. Autor młody, zdolny wszystkich wzniosłych zalet, kapłan. Skończył swe młode życie w Dachau!!! W lipcu 1939 roku był u mnie – jeszcze we dworze, i ofiarował mi swą pracę. Nie przypuszczałam, co nastąpiło strasznego, smutnego! Polecam się świętym modlitwom Ojców,  a szczególnie, gdy mnie już nie będzie. Z głębokim poważaniem i czcią. Ręce czcigodnego, dobrego Ojca całuję. Franciszka Ledóchowska”

Napisała wspomnienia o rodzeństwie: Marii Teresie, Urszuli i Ignacym, przekazując w nich szczegóły z ich życia. Na wypadek, gdyby z powodu złego stanu zdrowia nie mogła wziąć udziału w procesie informacyjnym swojej siostry Urszuli, spisała zeznania dotyczące jej życia, działalności oraz cnót teologicznych i kardynalnych . Swoje zeznania sporządziła w oparciu o 32. artykuły do procesu informacyjnego w sprawie beatyfikacji i kanonizacji sługi Bożej matki Urszuli Ledóchowskiej wydane przez o. Arnolda Lanza SJ, prawnego konsultora tej beatyfikacji. Wiadomości o siostrze Urszuli czerpała z własnej obserwacji, diariusza swej matki, Józefiny Ledóchowskiej, oraz ustnej tradycji rodzinnej . Na potwierdzenie prawdziwości swoich zeznań złożyła przysięgę na Ewangelię świętą, o czym świadczy jej końcowy zapis: „Przysięgam Panu Bogu Wszechmogącemu  w Trójcy Świętej Jedynemu, że to, co napisałam o Matce Urszuli Ledóchowskiej, Założycielce Sióstr Urszulanek SJK, jest zgodne z prawdą według mej najlepszej woli i wiedzy. Tak mi dopomóż Bóg i Jego Święta Ewangelia. Franciszka Ledóchowska”

Dnia 23 czerwca 1950 roku w Krakowie wzięła udział w otwarciu procesu beatyfikacyjnego swej siostry, matki Urszuli, i składała zeznania przed trybunałem jako świadek . Zapisała szereg uwag o toczących się procesach beatyfikacyjnych sióstr Marii Teresy i Urszuli: „Sprawa beatyfikacji mojej siostry Marii Teresy szybko postępuje – ja jednak, o ile dożyję – może pojadę do Rzymu, licząc, że stosunki komunikacyjne się zmienią” . O tym, jak bardzo była zainteresowana sprawą beatyfikacji swoich sióstr, świadczy jej korespondencja do zaprzyjaźnionego kapłana jezuity. W jednym ze swoich listów informowała tego zakonnika: „Siostra Kujawska chwilowo znowu w Krakowie, by popchnąć sprawę procesu Matuchny. Wielkie ciągle trudności się piętrzą, ale z pomocą Bożą ta pełna świętej energii siostra dopnie swego wielkiego celu” .W innych zaś listach tak pisała o postępach związanych z przesłuchaniem świadków i zbieraniu świadectw o życiu zmarłej w opinii świętości siostry Urszuli: „[…] Wczoraj siostra Kujawska wróciła tu nareszcie z Krakowa. Z taką radością opowiadała o dobroci i wielkiej uprzejmości Ojca prowincjała, co mnie wielce też uradowało” . „Siostra Kujawska energicznie pracuje nad beatyfikacją Matuchny. Jeden świadek po drugim wzywany do przesłuchania”

Zabiegała o to, by jak najwięcej pamiątek po bracie Włodzimierzu przekazać ojcom jezuitom. Pisała o tym w listach do o. Kazimierza Drzymały, który w swoim czasie zbierał w Lipnicy informacje i pamiątki po zmarłym generale jezuitów: „A rada duszą, pragnę Ojcom przysporzyć jak najwięcej pamiątek o ojcu Włodzimierzu. Ja mogę dać jeszcze dwie fotografie, różne obrazki z jego podpisem i szereg ilustrowanych kartek korespondencyjnych. Jedną posłałam Ojcu. To chętnie obiecuję” .Czyniła wiele starań, aby cenna pamiątka – złoty medal, który Włodzimierz otrzymał za najlepsze wyniki w nauce w Theresianum, będący w posiadaniu żony Ignacego, otrzymali ojcowie jezuici. „Dziś w interesach Ojców pisałam długi list do bratowej śp. Ignasia, by ją przesądować, oddać ten medal Ojcom, bo tam będzie przechowywany jako relikwie etc., że tyle Mszy św. Ojcowie odprawią, że jej syn w Afryce, który nigdy nie pokazał pietyzmu dla tradycji rodzinnej, nie będzie umiał ocenić wartość moralną itp. Może te słowa poskutkują. Pisałam też, że na pewno Ignaś w niebie będzie mojego zdania…” . W następnych listach informowała o. Kazimierza o swoich usilnych staraniach w sprawie pozyskania listów oraz medalu dla zakonu ojców jezuitów: „Ze zdrowiem bratowej też niedobrze. Prosiłam ją, by listy Ojca Włodzimierza do jej męża Ignacego, brata o. Włodzimierza, były ojcom Jezuitom oddane. Medal, przypuszczam, też tam się dostanie” . Jak wielkie było to jej zaangażowanie w tej sprawie, świadczą słowa, które napisała w kolejnym liście: „Żona mojego brata Ignacego leży już jak Łazarz na łożu boleści. Musi mieć silne serce, że znosi tyle chorób. Potem zwrócę się do spadkobierców. Nie daje mi spokoju, póki ta pamiątka nie znajdzie się w rękach S.J.” . O przekazanie tej pamiątki rodzinnej ojcom jezuitom zwróciła się również do bratanka, Włodzimierza Ledóchowskiego mieszkającego wówczas w Afryce: „Przewielebny, drogi Ojcze! […] Bratowa odpisała mi, że uważa ten medal – jako własność swego syna. […] Więc lotniczą pocztą pisałam 2 dni temu i przedstawiłam tę sprawę bratankowi – on jest inżynierem w Połudn. Afryce w Potchefstroom 187 King St. Włodzimierz L. Może Ojciec Prowincjał sam chce do niego pisać. Perswadowałam, jak mogłam, bo mi bardzo zależy, by ta cenna pamiątka była w rękach Ojców S.J. Długo trwało, aż wyciągnęłam adres Włodzia bratanka – dałam mu też adres O. Prowincjała” . Warto wspomnieć, że ten medal został uratowany z pożogi pierwszej i drugiej wojny światowej. Był traktowany w rodzinie Ignacego Ledóchowskiego niemal jak relikwie po śp. generale jezuitów. Spadkobiercom bardzo trudno było rozstać się z tą rodzinną pamiątką. 

Życzenie Franciszki nie mogło być zrealizowane za jej życia ani też po śmierci. Syn Ignacego po otrzymaniu od ciotki Franciszki listu w sprawie tej cennej pamiątki po o. Włodzimierzu pisał z Afryki do Prowincjała,  o. Wojciecha Krupy: „Wielebny Ojcze Prowincjale. Pisała mi moja Ciotka, Franciszka Ledóchowska, iż Ojcowie życzyliby sobie posiadać Kaisermedalle śp. Ojca Generała, który to medal z woli Ojca mego śp. Ignacego należy obecnie do mnie i jest w przechowaniu u mojej Matki. Najchętniej bym Ojcom odstąpił tę pamiątkę już teraz, jednak obawiałbym się zranić uczucia mojej Matki, która w pamiątce tej widzi również relikwię po moim Ojcu, który specjalnie o nią dbał i z pożogi wojennej właśnie ją uratował. Wolę więc darować ją Ojcom po najdłuższym życiu mojej Matki, która przebywa obecnie w Zakładzie ss. Urszulanek Szarych Otorowo p. Szamotuły. W razie, gdybym i ja wówczas był nieosiągalny, proszę zwrócić się do mojej siostry zakonnicy (ten sam adres), która o przekazaniu tej pamiątki będzie poinformowana. Będzie mi miło, jeśli O. Prowincjał łaskawie potwierdzi odbiór tego listu, jako też, jeśli zrozumiawszy moją szczerą intencję niewykonalną obecnie ze względu na wrażliwość uczuć mojej Matki, zarządzi odmówienie kilku Mszy św. za duszę mego Ojca Gen. Ignacego L. zmarłego 5 III 1945 w obozie konc. DORA. Łączę wyrazy głębokiego szacunku  i czci. W. Ledóchowski” . Obecnie ta cenna pamiątka rodzinna znajduje się w posiadaniu Jana Ledóchowskiego, wnuka Ignacego. Z wielkim pietyzmem przechowuje on ten medal w archiwum rodzinnym w swej posiadłości Surrey koło Londynu. 

Franciszka wyznała także, że wstawiennictwo jej świątobliwej siostry Urszuli u Boga towarzyszyło jej w trudnych chwilach życia: „Gorąco pragnęłam mieć to szczęście przyczynienia się, o ile taka wola Boża, do beatyfikacji matki Urszuli, widząc w tym chwałę Bożą. Nie wątpię, że pośrednictwo mojej kochanej siostry, która od dziecinnych lat była dla mnie aniołem dobroci, było mi i teraz pomocą. Mam bardzo chore serce i w połowie kwietnia 1950 czułam się bardzo słaba po przebytym bronchicie. W tym czasie dowiedziałam się, że w czerwcu mam być przesłuchana jako świadek w procesie beatyfikacyjnym matki Urszuli. Miałam wielkie wątpliwości co do mego przyjazdu do Krakowa – nawet butów nie mogłam włożyć na opuchnięte nogi. Jednak za radą księdza proboszcza udałam się autem do Krakowa, gdzie 23 czerwca o godzinie 16 nastąpiło uroczyste otwarcie procesu. Przez następne trzy dni byłam przesłuchiwana przed trybunałem. Wysiłek duchowy i fizyczny był wielki, ale udało mi się przejść przez wszystkie godziny badań bez kropli czy zastrzyków i spokojnie odpowiadać na pytania. Deo gratias! Potem szczęśliwie powróciłam do Lipnicy i żadnych ujemnych następstw tego wysiłku nie zauważyłam. Mogę przypisać to jedynie szczególnej łasce z góry przez pośrednictwo mojej siostry, w świecie – Julii, założycielki Zgromadzenia Sióstr Urszulanek SJK. Franciszka Ledóchowska, Lipnica, 5 VII 1950”

Również wspomnienia o siostrze Marii Teresie zakończyła hołdem wdzięczności za pomoc na ziemi i prośbą o dalszą opiekę. „Kochana, dobra Siostro, cześć Ci i dzięki za Twą miłość i dobroć. Wspieraj i otaczaj mnie nadal opieką w wiecznej chwale”

Urszula również cieszyła się ze wstawiennictwa, jakie przypisywano jej siostrze Marii Teresie i w Kronice Zgromadzenia odnotowała kilka szczegółów o jej cudownej pomocy. „Siostrom opowiedziałam po obiedzie o uzdrowieniu, prawie nagłym, dziecka z ochrony Celi Dobieckiej za wstawiennictwem mej śp. Marii Teresy” . Zanotowała informację o rozpoczęciu procesu beatyfikacyjnego przez kardynała Granito Pignatelli di Belmonte: „Byłam  u kardynała Belmonte… Rozpoczyna sprawę beatyfikacji mojej siostry – bardzo tym się zajmuje i interesuje” . Wierzyła we wstawiennictwo zmarłej  w opinii świętości siostry i przybywała na jej grób, prosząc o pomoc w różnych potrzebach. „Dwudziestego drugiego dowiedziałam się, że był już pierwszy aprobowany przez Kościół cud mojej siostry. Poszłam na jej grób, żeby i za nas się modliła, bo my tak bardzo biedne – do żadnej pracy zabrać się nie możemy dla braku pieniędzy!” . Posiadała również obrazek z relikwiami siostry, która wyprzedziła ją w drodze do wieczności oraz obrazki pamiątkowe męczenników z Ugandy, o. Beyzyma, św. Benedykta

Włodzimierz Ledóchowski bardzo cieszył się z tego, że heroizm życia Marii Teresy został dostrzeżony przez Kościół. Przesyłając siostrze Franciszce radosną informację o rozpoczęciu procesu beatyfikacyjnego siostry Marii Teresy, wyrażał jedno pragnienie – to, które często wszystkim dzieciom powtarzała matka: „Wyjechałem sobie do Kalabrii, […] by spokojnie odprawić rekolekcje i trochę sobie odpocząć. Czytam tu mały włoski życiorys Marii Teresy. Czasami jeszcze są przesady. Ale w ogóle dobrze napisany. Ładny tam obrazek «pałacu w Lipnicy» i kaplicy cmentarnej, gdzie resztki naszych Najdroższych Rodziców spoczywają. W jesieni rozpocznie się w Rzymie proces beatyfikacji. Módlmy się, abyśmy wszyscy kiedyś do nieba się dostali…”

Świadkiem w tymże procesie beatyfikacyjnym siostry Marii Teresy była m.in. matka Urszula. Pisała o tym w Kronice Zgromadzenia: „Pierwszego grudnia w «Viollino». Po obiedzie przyszły dwie siostry z Sodalicji św. Piotra Klawera z wiadomością, że o godzinie szesnastej mam być na via Olmata. Mają mnie przesłuchiwać – Komisja w sprawie beatyfikacji Marii Teresy. Więc popędziłyśmy na powrót do Rzymu. Przysięgać musiałam – to tylko dla mnie niepokój. Trzymali aż do osiemnastej” . W sprawie procesu beatyfikacyjnego Urszula była w domu Sodalicji św. Piotra Klawera jeszcze dwukrotnie . Była ona przekonana o autentycznej świętości swojej starszej siostry Marii Teresy. W Historii Kongregacji napisała: „[…] 15 czerwca [1920 roku] opuściłam Rzym. Pożegnanie z Marią Teresą, która okazała mi wiele dowodów dobroci, bardzo było bolesne. Co wieczór u niej przesiadywałam. Czasem – jak zdrowie jej pozwalało – spędzałyśmy czas razem w ogrodzie. Czy ją jeszcze zobaczę? Taka słaba! 

Któż mógł wtedy przypuszczać, że był to ostatni raz, kiedy moją dobrą, ukochaną, świętą siostrę widziałam” . Jako wyraz szczególnej pamięci zawiesiła nad swoim łóżkiem w Pniewach fotografię pośmiertną zmarłej w opinii świętości siostry Marii Teresy. Fotografia ta do dziś tam się znajduje

We wstawiennictwo zmarłej w opinii świętości Marii Teresy głęboko wierzył także jej bratanek, ks. Franciszek Ledóchowski. We wspomnieniach przechowywanych w Domu Misyjnym św. Gabriela w Mödling koło Wiednia wyznał, że jego misyjne powołanie zrodziło się właśnie pod wpływem zmarłej w opinii świętości ciotki Marii Teresy, do której w swoim czasie odprawiał nowennę. „Pan Bóg pokazał mi moje powołanie misyjne.  W Pierwszy Piątek 1923 roku odprawiałem Nowennę do mojej ciotki Marii Teresy, o znalezienie mojej drogi [życiowej]. Kiedy po Mszy św. przyszedłem z kościoła do jadalni, na stole leżał materiał propagandowy Zgromadzenia Słowa Bożego z Steinhausen. Przeczytałem go. NATYCHMIAST STAŁO SIĘ DLA MNIE JASNE, ŻE BĘDZIE TO DROGA DANA MI OD BOGA! – Co powinienem jeszcze więcej powiedzieć? Napisałem do  o. Rektora Klaara do Steinhausen, a on zaprosił mnie na kilka dni. Pod koniec stycznia rozmawiałem z nim przez kilka dni i załatwiałem, co było do załatwienia itd.”

W krótkim czasie po tym wydarzeniu ks. Franciszek Ledóchowski wstąpił do nowicjatu Zgromadzenia Słowa Bożego w Buenos Aires, został zakonnikiem misjonarzem i przez wiele lat pracował w Argentynie, Brazylii i Chile. Z pewnością swą działalność misyjną polecał wstawiennictwu zmarłej w opinii świętości ciotki. Wielokrotnie, będąc w Rzymie, przybywał na jej grób. Opis jednej z pielgrzymek do grobu ciotki, jaką odbył  w kwietniu 1959 roku, pozostawił na kartach swoich wspomnień .   

Zakończenie 

Na początku XXI wieku rozważania o rodzinie Ledóchowskich i jej zwyczaju lektury Pisma Świętego oraz książek o tematyce religijnej nabierają szczególnego znaczenia. Dziś, gdy tak często zapomina się o potrzebie poszukiwania wzorów do naśladowania, neguje lub przemilcza istnienie autorytetów, powodując jeszcze większe zagubienie współczesnego człowieka, historia rodziny świętych pozwala wyraźnie zauważyć i krytycznie ocenić te zjawiska. Przykład Józefiny i Antoniego Ledóchowskich powinny uzmysłowić współczesnym rodzicom, jak bardzo ważne jest wpojenie młodemu pokoleniu zwyczaju sięgania po dobrą lekturę. To jeden ze sposobów przeciwdziałania zgubnemu wpływowi mediów, które kreują modę na lekkie i przyjemne życie, pozbawione wysiłku i trudu. Wspólna lektura Pisma Świętego i dobrych książek w rodzinie Ledóchowskich przyniosła wielorakie duchowe owoce. Przede wszystkim wpoiła dzieciom kult świętych oraz zwyczaj uciekania się do nich w różnych potrzebach. Tak czynili w całym swym życiu bł. Maria Teresa, św. Urszula, Włodzimierz, a także ich siostra Franciszka i inni dalsi krewni. 

Rodzeństwo w życiorysach świętych znalazło wzory do naśladowania. Pod wpływem tych lektur zapragnęli zostać świętymi – dobitnie świadczy  o tym przykład Marii Teresy. Dobra książka może również stać się okazją do odnalezienia konkretnego życiowego powołania, a następnie być wskazówką, jak je realizować. Z Pismem Świętym szła przez życie św. Urszula. Wpajała wszystkim spotkanym na swej życiowej drodze potrzebę jego czytania.  To właśnie ona w swych modlitwach pozostawiła piękne świadectwo świętości, która nie jest niczym innym, jak sumiennym wypełnianiem swoich obowiązków, codziennym trudem i walką. Będąc świętą, przypomina współczesnemu człowiekowi poprzez przykład swojego życia o tej konieczności, od jakiej dziś chce się uciec. Życie rodzeństwa Ledóchowskich ukazuje też naturalną konsekwencję znajomości żywotów świętych i ich naśladowania – jest nią umiejętność dostrzegania świętości u innych żyjących osób. 



SPIS TREŚCI

CZĘŚĆ I: URZĘDOWO-INFORMACYJNA

Akta Stolicy Apostolskiej

Akta Konferencji Episkopatu Polski

Akta Biskupa Tarnowskiego

Homilie

Komunikaty

Dekrety i zarządzenia

Z życia diecezji

Zmarli kapłani

CZĘŚĆ II: FORMACYJNO-PASTORALNA

Opracowania

Refleksje pastoralne