Homilia w czasie Mszy Krzyżma Świętego 
(Tarnów – Bazylika Katedralna, 28 marca 2013 r.)

Drodzy Bracia Biskupi, Prezbiterzy i Diakoni! 
Drodzy Alumni Seminarium Duchownego! 

Jakże boli nas obojętność wiernych względem naszej posługi kapłańskiej, odrzucanie i ośmieszanie naszego poświęcenia i miłości skierowanej do parafian! Jakże boli Chrystusa nasza narastająca obojętność względem Jego nieskończonej miłości, w której rodzi nas ustawicznie do kapłaństwa. 

Przekraczając dzisiaj drzwi tarnowskiej katedry, powracamy do wieczernika naszego kapłaństwa. Tutaj czujemy się zawsze „u siebie”, gdyż wyczuwamy ten pierwotny żar ognia miłości, który rozpalił nasze serca  w dniu kapłańskich święceń. W tym miejscu Jezus Chrystus, Najwyższy Kapłan, wlał w kruche naczynie naszego życia łaskę sakramentu święceń (por. Jan Paweł II, List do kapłanów na Wielki Czwartek 2000, nr 3, 6). Obdarował nas łaską, która będzie trwać na wieki, pomimo naszej ułomności  i wszystkich ludzkich ograniczeń. Powracamy więc dzisiaj do wieczernika naszego kapłaństwa, aby rozniecić w sobie na nowo ogień pierwotnej gorliwości i wzmocnić płomień kapłańskiego świadectwa. 

W liście apostolskim Porta fidei, ogłaszającym Rok Wiary, Ojciec Święty Benedykt XVI napisał: „Nie możemy zgodzić się na to, aby sól utraciła smak, a światło było umieszczone pod korcem (por. Mt 5,13-16). Także współczesny człowiek może na nowo odczuć potrzebę, by jak Samarytanka pójść do studni i słuchać Jezusa, który zachęca do wiary w Niego  i czerpania z Jego źródła, tryskającego wodą żywą (por. J 4,14)”. Tym bardziej żaden kapłan nie może zgodzić się na to, aby „sól” otrzymanej przez niego łaski sakramentu święceń utraciła smak, a światło stało się nieużytecznym kagankiem chowanym pod korcem rutyny i duszpasterskiej letniości. Tragiczny jest los kapłana, który utracił w sobie „sól” łaski sakramentu święceń. Słowa Jezusa Chrystusa nie pozostawiają złudzeń: „sól, która utraciła swój smak, na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi” (por. Mt 5,13).   

„Odchodzą z Kościoła znani duszpasterze, zarówno diecezjalni jak  i zakonni, kapłani młodzi – tuż po święceniach i księża z dużym doświadczeniem duszpasterskim. Grzech odejścia jest ukazywany przez media jako przykład odwagi, a jego «bohaterowie» znajdują się w centrum uwagi mediów. Dotyka nas grzech zdrady Mistrza, jak grzech Judasza. Zanika poczucie winy i odpowiedzialności za kapłaństwo i powierzony Lud Boży” (Pilna potrzeba świadków wiary. List do kapłanów na Wielki Czwartek 2013). 

Dlatego dzisiaj w wieczerniku naszego kapłaństwa prosimy wspólnie naszego Mistrza i Pana, aby uchronił nas przed zepsuciem, wyjałowieniem  i utratą gorliwości w pełnieniu otrzymanej misji. Chcemy być nadal „solą ziemi” i „światłem świata”. Pragniemy wnosić światło naszego kapłańskiego posługiwania między ludzi, „aby wiedzieli nasze dobre uczynki i chwalili Ojca, który jest w niebie” (por. Mt 5,16).    

Umiłowani Bracia! 

Nie można w kapłaństwie przyjmować postawy neutralnej, żyć jakby obok Jezusa Chrystusa. Zawsze bowiem jest się w rzeczywistości razem  z Nim lub przeciw Niemu. Wszystko zaś co czynimy, przyczynia się do Jego chwały lub stanowi policzek wymierzony przez niewiernego ucznia. Niewierność w małych rzeczach dyskwalifikuje nas wobec trudnych i poważnych zadań duszpasterskich współczesnego Kościoła.   

Trwając przy Chrystusie, przyoblekamy szatę ewangelicznego radykalizmu, o którym mówił Jezus Chrystus w słowach: „Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął” (Łk 12,49). Jest to jedno z tych zdań naszego Pana, na które niejednokrotnie reagujemy skurczem serca. Mówi bowiem o czymś bardzo radykalnym i przełomowym, wobec czego wszelkie pragnienia spokojnego i ustatkowanego życia pękają jak bańka mydlana.   

Ogień bywa żywiołem nieprzyjaznym, narzędziem zniszczenia i nieszczęścia. „Ogień wieczny”, to w Ewangeliach synonim ostatecznego odrzucenia (por. Mt 25,41). Ogień jest również metaforą Ducha Świętego, a nade wszystko zaś Jego działania. Ogień Ducha Świętego to ogień wewnętrzny, który oświeca umysł i rozgrzewa serca poprzez niesione przez siebie pocieszenie. 

Ogień, który przyniósł na ziemię Jezus Chrystus, niewątpliwie oświeca. I nie dotyczy to wyłącznie oświeconych dusz mistyków. Każdy z nas bowiem posiada światło sumienia, które poucza go wyraźnie i nieustannie, co należy czynić. W czasach Starego Testamentu wymownym znakiem Bożego światła, które wskazywało ludowi izraelskiemu właściwą drogę do Ziemi Obiecanej, był słup ognia i słup obłoku: „Pan szedł przed nimi podczas dnia jako słup obłoku, by ich prowadzić drogą, podczas nocy zaś jako słup ognia, aby im świecić, żeby mogli iść we dnie i w nocy” (Wj 13,21). Dla Ludu Nowego Przymierza „słupem ognia”, który świeci w ciemnościach, jest sam Jezus Chrystus – „Światłość świata”. „Kto idzie za Nim, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia” (por. J 8,12). 

Ogień przyniesiony przez Chrystusa daje również ciepło, rozgrzewa. „Czyż serce nasze nie płonęło?” (Łk 24,32) – wyrzucali sobie uczniowie idący do Emaus, którzy nie rozpoznali Pana, kiedy wyjaśniał im Pisma. „Ten, który przyszedł ogień rzucić na ziemię– pisał Orygenes – najpierw rzuca ogień w serca swoich uczniów”. Rzadko zastanawiamy się nad obrazem Jezusa Chrystusa w Księdze Apokalipsy, w której aż trzykrotnie jest mowa o tym, że „oczy Jego były jak płomień ognia” (Ap 1,14; 19,12; 2,18). Zachwycamy się, kiedy ktoś ma oczy tak ciepłe, że jego twarz aż promieniuje życzliwością wobec drugich. Oczy Chrystusa są pełne miłości niewyobrażalnie większej, która ma moc ogarniać i ożywiać miliardy tych, za których On umarł na krzyżu. Godność, świętość i wierność mają być widoczne w naszym człowieczeństwie, w ewangelicznym stylu życia, w kulturze słowa, a także w zewnętrznym sposobie życia. 

Ogień przyniesiony przez Jezusa Chrystusa dokonuje w nas również oczyszczenia. Jak ogień złotnika lub jak ług farbiarzy – poucza prorok  Malachiasz – Pan oczyszcza swój lud, wytapia z niego rdzę grzechu i brudy popełnionych win, aby mógł przed Nim lśnić jak najczystsze złoto i srebro (por. Ml 3,2n.). Bóg dotyka codziennie naszych kapłańskich serc i naszych warg mocą swego słowa i ogniem miłości, która płonie szczególnie mocno w godzinie Eucharystii. W tej godzinie użyczamy Chrystusowi naszych ust i naszych rąk, składając in persona Christi Jego samego za zbawienie świata. Swoim ogniem Chrystus pragnie wypalić w nas wszelkie skażenie grzechem oraz ślady uwikłania się w zło. Chrystus przychodzi do nas nieustannie jako Ten, który „chrzci Duchem Świętym i ogniem” (Mt 3,11).    

Umiłowani Bracia! 

Trzeba, aby ogień, który Jezus Chrystus przyniósł na świat, płonął nieustannie w naszych kapłańskich sercach, dając innym światło prawdy  i mądrości, rozgrzewając ich gorliwością i autentycznym świadectwem umiłowania Chrystusa. Ogień ten ma także oczyszczać serca ludzi, którym posługujemy jako kapłani.   

Ten rodzaj oczyszczającego ognia jest zawsze związany z pewnym bólem. Najpierw z tym, który trzeba zadawać samemu sobie, odcinając się radykalnie od zła i karczując w sobie korzenie wszelkiego grzechu i złych skłonności. Potem zaś z tym bólem, który wiąże się z pomocą drugim, aby mogli zobaczyć siebie w świetle prawdy, aby potrafili dostrzec i uznać swój błąd, a w ten sposób wkroczyli na drogę poprawy. Trzeba zawsze pamiętać, że jedynym ogniem, który skutecznie oczyszcza, jest ogień miłości i prawdy. W tym duchu również winniśmy sprawować naszą posługę wobec wiernych, zwłaszcza w sakramencie pokuty. 

Ogień przyniesiony przez Chrystusa na ziemię może być także dla wielu znakiem sprzeciwu. W blasku ognia bowiem wszystko staje się widoczne, a kamuflowane i ukrywane winy i wykroczenia wychodzą na jaw. Może to rodzić opór, a nawet zdecydowany sprzeciw. Często samo świadectwo życia na wskroś chrześcijańskiego jest największym wyrzutem sumienia dla tych, którzy stoją z dala od światła Chrystusowej prawdy, ale jest ono również dla nich pewnego rodzaju magnesem, który oddziałuje, niepokoi i przyciąga. Nasze świadectwo życia, jako kapłanów, ma szczególnie pociągać innych do Chrystusa. 

Zdajemy sobie sprawę, że wymagania stawiane współczesnym kapłanom są coraz większe. Żyjemy w czasach wzmożonej krytyki Kościoła, nagłaśnianej intensywnie w mediach. Nie ulega wątpliwości, że część tej krytyki jest niesprawiedliwa, zwłaszcza w tym zakresie, w którym Kościół nie może odstąpić i nie odstąpi nigdy od wymogów prawa naturalnego, od Bożych przykazań i od Ewangelii. Jesteśmy i będziemy zawsze znakiem sprzeciwu. Ale jeżeli wytyka nam się brak wierności Ewangelii, jeżeli zachowania niektórych współbraci kapłanów są niegodne sług Kościoła i wywołują zgorszenie, musimy przeprowadzić rachunek sumienia, uderzyć się w piersi, pojednać z Bogiem i szukać drogi powrotu do życia według Ewangelii. Jeżeli świat stawia nam większe wymagania, jeżeli nas prześwietla i rozlicza, jeżeli nie stosuje wobec nas taryfy ulgowej, nie pozostaje nic innego, jak pozostać wiernym powołaniu. 

Dziś nie wystarczy autorytet urzędowy, aby pełnić posługę biskupa czy kapłana. Potrzebny jest autorytet osobisty. Potrzebna jest wiarygodność  i przejrzystość życia. Potrzebna jest po prostu sól i światło osobistej świętości. 

Głębokie życie duchowe, pielęgnowana przyjaźń z Jezusem, wrażliwość na sprawy Boże, czystość serca i postawa stałego rozeznawania duchowego jest warunkiem sine qua non dla skutecznego głoszenia słowa Bożego i dawania wiarygodnego świadectwa Ewangelii w dzisiejszym świecie. Takimi nauczycielami i świadkami mamy się stawać my sami, dorastając do wielkości powołania, jakie otrzymaliśmy w darze.   

Umiłowani Bracia w kapłaństwie! 

Gdy po wyjściu z wieczernika święceń udawaliśmy się na naszą pierwszą parafię, staliśmy się nową nadzieją Kościoła. Przybywa nam lat, zmieniamy miejsca posługi, jednak misja pozostaje niezmiennie ta sama: zapalać, podtrzymywać i rozprzestrzeniać ogień chrześcijańskiej miłości wśród wierzących i niewierzących. Doświadczyliśmy siły i świeżości Kościoła w czasie ostatniego konklawe i wyboru Ojca Świętego Franciszka. 

Pragnę wyrazić naszą więź i solidarność z wszystkimi kapłanami tarnowskiego prezbiterium gorliwie pracującymi w winnicy Pańskiej w diecezji i poza jej granicami. Maryja, Matka Kapłanów i Wspomożycielka Wiernych, niech strzeże naszej kapłańskiej wiary. Niech pomoże odnowić i zachować pierwotną miłość do Boga i do Kościoła, jaką były napełnione nasze serca w dniu święceń. Niech również rozpali w nas potęgę świętości Trójjedynego Boga. Amen.



SPIS TREŚCI

CZĘŚĆ I: URZĘDOWO-INFORMACYJNA

Akta Stolicy Apostolskiej

Akta Konferencji Episkopatu Polski

Akta Biskupa Tarnowskiego

Homilie

Komunikaty

Dekrety i zarządzenia

Z życia diecezji

Zmarli kapłani

CZĘŚĆ II: FORMACYJNO-PASTORALNA

Opracowania

Refleksje pastoralne